Sobota, 25 listopada 2017 r.

  • ZG LPR w sprawie skandalu na Marszu Niepodległości

    ZG LPR w sprawie skandalu na Marszu Niepodległości

     
    Kategorycznie odrzucamy zupełnie błędne i obce dla myśli narodowej w Polsce pojęcie narodu w ujęciu rasistowskim. W cywilizacji łacińskiej, do której przynależy Polska, narody, to dobrowolne zrzeszenia cywilizacyjne, a ...

    19 listopada 2017

  • ZG LPR w sprawie opozycji wobec rządów PiS

    ZG LPR w sprawie opozycji wobec rządów PiS

     
    Koniecznie trzeba wyciągnąć wnioski z obecnie panującej sytuacji, w której, tak groźne dla Polski, rządy PiS, nie powodują znaczącego spadku notowań tej partii w sondażach, pomimo obecności w Parlamencie ...

    19 listopada 2017

  • "pisanie prawdy, to nie jest rzucanie grochem o ścianę - w końcu dociera ona do ludzi"

    "pisanie prawdy, to nie jest rzucanie grochem o ścianę - w końcu dociera ona do ludzi"

     
    Dlaczego warto demitologizować postać Józefa Piłsudskiego. Może Polacy potrzebują mitów?
    Nie jest dobrze, jeżeli w historii Polski postacie negatywne prezentowane są jako pozytywne. Dlatego ważne jest, abyśmy poznali ...

    10 listopada 2017

  • Założenia Programowe

    Założenia Programowe

     
    Z A Ł O Ż E N I A   P R O G R A M O W E
    Ligi Polskich Rodzin
     
    Jako stronnictwo polityczne odwołujące się do pojęcia Rodziny ...

    7 listopada 2017

  • Refleksja na Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny

    Refleksja na Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny

     
    Wszystkich Świętych - znanych i anonimowych, dawnych i współczesnych - Kościół uroczyście wspomina w pierwszy dzień listopada, oddając cześć tym wszystkim, którzy weszli już do niebieskiej chwały i zachęca ...

    31 października 2017

"pisanie prawdy, to nie jest rzucanie grochem o ścianę - w końcu dociera ona do ludzi"

"pisanie prawdy, to nie jest rzucanie grochem o ścianę - w końcu dociera ona do ludzi"

Prof. Maciej Giertych: fiasko Piłsudskiego, jego Pierwszej Kompanii Kadrowej i próby wywołania powstania, było zwycięstwem Polski. Z prof. Maciejem Giertychem, autorem krytycznej biografii Józefa Piłsudskiego, rozmawia Jan Piński.

 

Dlaczego warto demitologizować postać Józefa Piłsudskiego. Może Polacy potrzebują mitów?

Nie jest dobrze, jeżeli w historii Polski postacie negatywne prezentowane są jako pozytywne. Dlatego ważne jest, abyśmy poznali prawdę o człowieku, o którym funkcjonuje tak pozytywny wizerunek i któremu przypisuje się nie jego zasługi.

Czy Piłsudski, postać mająca dziś w Polsce najwięcej pomników i własnych ulic czy szkół nazwanych swoim nazwiskiem, wyrządził więcej złego czy dobrego?

To, co nie przebiło się jeszcze do świadomości ludzi, to fakt, iż cała filozofia jego polityki przed I wojną światową była błędna. Piłsudski dążył do wywołania powstania antyrosyjskiego. Do tego się przygotowywał. Do tego tworzył kadry. Chciał w momencie konfliktu między zaborcami zorganizować powstanie antyrosyjskie, które dałoby niepodległość państwu wykrojonemu z fragmentu Królestwa Kongresowego. Na tyle, jak dalece Niemcy i Austriacy pozwoliliby, aby takie państewko powstało.

Tymczasem filozofia obozu przeciwnego, czyli narodowego i ogólnie rzecz biorąc filozofia ruchu pozytywistycznego polegała na stwierdzeniu faktu, że powstania się nie sprawdziły. Na przekonaniu, że drogą powstań niepodległości Polski się nie wywalczy, bo powodują one wzrost solidarności między zaborcami. Było to zawsze marnowanie sił, a konsekwencją była pożoga i śmierć, zsyłki, migracja itd.

Dlatego stworzono strategię wykorzystywania korzystnej koniunktury, wszelkich okienek z szansami dla narodu polskiego, które w warunkach okupacji się pojawiały. W każdym z zaborów było to trochę inaczej, bo możliwości były różne. Obóz narodowy, pozytywistyczny, starał się odbudować siłę narodu polskiego poprzez edukację, informację, przez rozwój gospodarczy, a także duchowy. Aby siła polskich instytucji wzrastała. Żeby świadomość polskości trwała w warunkach zaborów. Wszystko po to, aby w momencie konfliktu między zaborcami ustawić się przeciwko Prusom. To była podstawowa różnica między Piłsudskim a obozem narodowym. Piłsudski ustawiał się przeciwko Rosji. A Roman Dmowski i kierowany przez niego ruch narodowy przeciw Prusom. Chodziło o świadomość, że nie będzie prawdziwie niepodległej Polski bez kontrolowania przez nią ujścia Wisły. A żeby zdobyć to ujście, trzeba było pokonać Prusy. Polska nie miała takiej siły, aby wygrać to starcie. Żadne powstanie antypruskie nie mogło nam tego dać. Do tego potrzebna była wojna między zaborcami, co najmniej na skalę europejską.

Wojna, o którą modlili się Polacy…

Wojna, o którą modlił się Adam Mickiewicz i całe pokolenia. Chodziło o przygotowanie narodu polskiego na koniunkturę międzynarodową. Taka ciekawostka. W 1912 r. w Pieniakach pod Lwowem w majątku Tadeusza Cieńskiego spotkali się polscy posłowie do rosyjskiej Dumy, do niemieckiego Reichstagu i do austriackiego parlamentu. Wspólnie radzili, jaką przyjąć wspólną politykę wobec trzech zaborów. To stąd wzięło się pojęcie „polityki wszechpolskiej”. Nie chodziło bowiem o politykę przeciwko jednemu zaborcy, ale przeciwko wszystkim jednocześnie. Tam właśnie podjęto decyzję, że jeżeli dojdzie do konfliktu między zaborcami, to trzeba stanąć po stronie antypruskiej. Niezależenie od koalicji, jakie powstałyby w Europie, polski naród miał stanąć przeciwko Prusom. Plan niemiecki, żeby Polacy wywołali powstanie antyrosyjskie miał na celu wyeliminowanie Rosji z wojny. Miał pozwolić Niemcom rozprawić się na zachodnim froncie z Francją, a Rosja byłaby w tym czasie zajęta tłumieniem powstania. Gdyby Piłsudskiemu udało się wywołać w 1914 r. powstanie, to Polska nie odzyskałaby niepodległości. Okazja międzynarodowa związana z konfliktem między zaborcami zostałaby zmarnowana. Fiasko Piłsudskiego, jego pierwszej kadrowej i próby wywołania powstania, było zwycięstwem Polski.

Tak, słynne było zamykanie przez Polaków w Kielcach okiennic w odpowiedzi na wezwanie do powstania głoszone przez oddział Piłsudskiego.

Zamiast tego Polacy zgłosili się do punktów werbunkowych. Włożyli znienawidzony mundur rosyjski i poszli walczyć o Polskę w mundurze rosyjskim. Z kim? Z Prusakami. Doszło do ważnej, drugiej bitwy grunwaldzkiej, znanej też jako bitwa pod Tannenbergiem, przegranej przez Rosjan, ale ratującej Paryż. Spowodowała ona wycofanie wojsk niemieckich z frontu zachodniego i w konsekwencji przegraną niemiecką w bitwie nad Marną. Dzięki temu wojna na Zachodzie zmieniła się z ruchomej w pozycyjną. Przez kilka lat strzelano do siebie przesuwając front o metry. Doszło do wojny na przetrwanie, na zasoby i wytrzymałość. Była to wojna, którą Prusy – Niemcy musiały przegrać. Gdyby polskie powstanie antyrosyjskie wybuchło, to Niemcy nie musieliby wycofywać wojsk. Nie byłoby Rosjan w Prusach Wschodnich ani drugiej bitwy grunwaldzkiej. Historia świata potoczyłaby się inaczej. Niemcy wygrałyby wojnę, tak jak miało to miejsce w 1870. Dlatego właśnie polityka Piłsudskiego była dla sprawy polskiej szkodliwa. A my teraz co roku świętujemy wymarsz „pierwszej kadrowej”…

Równie bezrefleksyjnie świętujemy 1 sierpnia kolejne rocznice powstania warszawskiego 1944…

To jest właśnie szkodliwy kult przegranych powstań. O ile mniej honorujemy zwycięskie powstanie w Wielkopolsce z 1918 r. Wybuchło ono we właściwym momencie, przeciwko właściwemu wrogowi. Dało nam realne zyski: przyłączenie zaboru pruskiego do Polski. Piłsudski odgrywał rolę narzędzia niemieckiego.

Świadomie?

Oczywiście, że świadomie. Brał za to pieniądze. Był agentem obcych wywiadów. Najpierw japońskiego, potem austriackiego, a na końcu pruskiego. Za pieniądze i broń, którą dostawał od państw centralnych, szykował to polskie powstanie. Potem, jak powstanie nie wyszło, toczyła się wojna, to przyszedł czas, że Niemcom skończyli się rekruci. Chcieli zrobić pobór żołnierza z okupowanych terytoriów Królestwa Kongresowego. To było niezgodne z prawem wojny. Więc podjęli decyzję, aby stworzyć „niepodległe” państwo polskie, które da – jako sojusznik – rekrutów. Piłsudski miał to wprowadzać w życie. Powstało coś, co nazwano polnische Wehrmacht. Nie odegrało ono jednak wielkiej roli. Były różne perypetie z tym związane. Skończyło się aresztowaniem Piłsudskiego przez Niemców i osadzeniem go w więzieniu w Magdeburgu.

W dosyć luksusowych warunkach dodajmy…

A 10 listopada 1918 r. przywieźli go do Warszawy, specjalnym pociągiem i dali mu władzę. Garnizon niemiecki warszawski podporządkował się Piłsudskiemu. To była pierwsza siła zbrojna, którą dysponował. Teraz mówi się, że to on odbudował Polskę. Jaką Polskę? Taką, której chcieli Niemcy.

Czyli w 100 proc. zależną od nich…

Wykrojoną z rosyjskiego zaboru, okrojoną ze wszystkich stron, także przez Niemcy, które część polskich ziem przyłączały do siebie, a Chełmszczyznę dawały Ukrainie, aby z tamtej strony szachować też Polskę. Miało to być jeszcze bardziej okrojone Królestwo Kongresowe zarządzane przez niemieckiego agenta – Piłsudskiego. On nie tyle chciał odbudować państwo polskie, ile zrobić federację tego małego państewka z Litwą i Ukrainą. On nie chciał przyłączenia kresów do Polski. Chciał, aby należały one do Litwy, do Ukrainy. Tymczasem Dmowski chciał jednolitego narodowego państwa polskiego. Zaproponował granicę tzw. linię Dmowskiego; była to granica, na której w 1919 r. stanęły polskie wojska. Były to ziemie, na których na Polaków głosowano w wyborach do rosyjskiej Dumy lub parlamentu wiedeńskiego. Miało to mocne podstawy demokratyczne, a wola ludzi była wówczas w Europie mocnym argumentem. Skoro wybierano Polaka, to tereny te powinny należeć do Polski.

Koncepcja Piłsudskiego poniosła jednak fiasko. Można powiedzieć, że w traktacie ryskim z Rosją Sowiecką zwyciężyła koncepcja Dmowskiego.

Niezupełnie, bo bez Mińska czy Kamieńca Podolskiego. Wróćmy do Piłsudskiego. On z ramienia Niemiec przejmował administracje na terenie dawnego Królestwa Polskiego. Przyjął oficjalnie władzę od Rady Regencyjnej, którą Niemcy ustanowili i przyjął ambasadora niemieckiego jako pierwszego dyplomatę przy swoim rządzie. Nagle niepodległa Polska, która zaczęła się tworzyć w listopadzie 1918 r., okazuje się być sojusznikiem przegrywających wojnę państw centralnych. A tymczasem Roman Dmowski walczył w Paryżu, aby Polskę uznać za walczącą po stronie aliantów, razem z błękitną armią gen. Hallera. Ostatecznie wygrała koncepcja Dmowskiego, Polska uczestniczyła w kongresie wersalskim, jako strona antyniemiecka, dyktująca przegranym Niemcom warunki pokoju. Ignacy Paderewski przyjechał z Zachodu do Polski i szybko został premierem. Dlatego że Piłsudski się zorientował, że poparcie dla reprezentowanego przez Dmowskiego i Paderewskiego Komitetu Narodowego Polskiego jest dominujące. Tylko że Paderewski był kiepskim politykiem. Nie rozumiał, że przyjmując nominacje od Piłsudskiego na premiera i ministra spraw zagranicznych, zalegitymizował jego władzę. Szybko pojechał do Paryża na konferencje, a władzę w Warszawie zostawił Piłsudskiemu.

To o mały włos nie spowodowało szybkiej utraty niepodległości…

Tak. Jest kolejny brak wiedzy o Piłsudskim w polskim społeczeństwie dotyczący jego roli w wojnie polsko-bolszewickiej i bitwie warszawskiej. W podręcznikach uczy się dzieci, że to on był zwycięzcą pod Warszawą, podczas gdy on nie był wtedy obecny. Zrzekł się też funkcji Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa i wyjechał, zostawiając dowództwo w kompetentnych rękach gen. Tadeusza Rozwadowskiego. To Rozwadowski jest zwycięzcą bitwy warszawskiej. Gdy toczyły się decydujące walki, to Piłsudski był w drodze z Bobowej (koło Nowego Sącza) do Puław, gdzie po południu, 15 sierpnia zostawał ojcem chrzestnym, czego dowodzą księgi parafialne. Nie miał pojęcia, co się dzieje na froncie. Dopiero 16 sierpnia ruszył z wojskiem, przy okazji psując plan gen. Rozwadowskiego, bo jego rolą było zajście od tyłu armii sowieckiej. Kontakt z wrogiem jego jednostki miały dopiero 17 sierpnia. Dziś władze państwa przy obchodach rocznicy tej ważnej bitwy, niestety wymieniają tylko nazwisko Piłsudskiego.

Jak bardzo szkodliwa dla Polski była dyktatura Piłsudskiego po zamachu majowym 1926 r.?

To zupełnie osobny temat. W polskiej świadomości społecznej Piłsudski jest bohaterem, bo walczył z Rosjanami w 1914 r., opanował chaos wojenny w 1918 r. i pokonał bolszewików w 1920 r. Te trzy pozytywy, które mu się przypisuje – jak wiemy, nie są prawdziwe. Zamach majowy z 1926 r. na ogół już kojarzy się negatywnie. Był uwieńczeniem kilkuletnich starań Piłsudskiego o przejęcie władzy siłą, co opisuję w książce. Chciał tego już dokonać w 1922 r. przy okazji śmierci prezydenta Gabriela Narutowicza w zamachu.

Niektórzy historycy uważają, że zamach na pierwszego prezydenta II RP był przemyślaną prowokacją mająca otworzyć Piłsudskiemu drogę do dyktatury.

Pomysł objęcia władzy siłą tkwił w głowie Piłsudskiego, od kiedy przestał być naczelnikiem państwa w 1922 r. Nie akceptował utraty władzy. Nie odpowiadało mu to. Nie akceptował demokracji parlamentarnej. Lata 1922–1926 nazywane są przez historyków negatywnie sejmokracją. Ja podkreślam, że w tym krótkim okresie dokonały się największe osiągnięcia II RP, z których jesteśmy dumni: ustabilizowanie złotówki, zrównoważenie budżetu, zawarcie konkordatu, rozpoczęcie budowy portu w Gdyni, uruchomienie radia. Cokolwiek wspominamy z dumą z II RP, powstało w czasie, gdy posłowie kłócili się w Sejmie, rządy się zmieniały, ale zawsze decydowała większość. I ta większość chciała dobrze dla Polski. To, co robiła, było dobre i pożyteczne dla Polski. Po maju 1926 r. mamy rządy dyktatorskie. Nie było liczenia się z opozycją, dyskutowania. Zastąpiono to „wolą Komendanta”. Doszła do siebie rosyjska mentalność Piłsudskiego i jego skłonności do rządów autokratycznych.

Skutkiem tych rządów było wplątanie nas przez spadkobierców politycznych Piłsudskiego w jednoczesną wojnę z dwiema największymi potęgami ówczesnego świata: Niemcami i Sowiecką Rosją…

Pokłóciliśmy się ze wszystkimi sąsiadami. Nie mieliśmy przyjaciół. Nie mieliśmy liczących się sojuszy. Bez sensu zaatakowaliśmy Czechosłowację w 1938 r., razem z Hitlerem. Skończyło się tak, że nasi ministrowie uciekli we wrześniu 1939 r. do Rumunii. To, że rządy Piłsudskiego i jego kompanów w miarę dobrze się kojarzą, to zasługa powojennej komunistycznej okupacji. Na tym tle dyktatura Piłsudskiego dużo zyskała jako wspaniałe przedwojenne czasy...

Niedługo minie 30 lat wolnej Polski. Mamy wolność prowadzenia badań, skąd niechęć do demitologizowania postaci Piłsudskiego?

Polacy lubią mieć bohaterów…

Ale przecież dla katolików, to on nie był katolikiem. Nawet socjalistą porządnym nie był. Zostawił fatalne dziedzictwo, którego skutkiem była jednoczesna wojna z dwoma zaborcami i utrata niepodległości.

Moja książka ma to uświadomić. To nie jest wbrew pozorom syzyfowa praca. Mój ojciec, Jędrzej, jako pierwszy zwrócił uwagę na fakt, że bitwą warszawską dowodził gen. Rozwadowski. Nagłośnił ucieczkę Piłsudskiego. Niedawno czytałem sondaż, kto był zwycięzcą Bitwy Warszawskiej. Dano do wyboru Piłsudskiego, Rozwadowskiego, Weyganda i Sikorskiego. Wygrał gen. Rozwadowski z wynikiem 60 proc. Piłsudski dostał 30 proc. Więc pisanie prawdy, to nie jest rzucanie grochem o ścianę; w końcu dociera ona do ludzi.

Wywiad ukazał się w miesięczniku „POLSKA BEZ CENZURY”.


Biura regionalne LPR:
(ta część strony w przebudowie)

Dane:

Biuro Krajowe:
ul. Nowogrodzka 31 p. 405
00 - 511 Warszawa
35 1160 2202 0000 0002 6319 0565

Linki: