Środa, 22 sierpnia 2018 r.

Szanse i zagrożenia dla odzyskania przez Polskę niepodległości, w 100 rocznicę osiągnięcia celu

Szanse i zagrożenia dla odzyskania przez Polskę niepodległości, w 100 rocznicę osiągnięcia celu

Treść referatu wygłoszonego 30 czerwca 2018 r. w Niepokalanowie podczas VII Konferencji Wersalskiej organizowanej cyklicznie przez Ligę Polskich Rodzin.

 

Szanse i zagrożenia dla odzyskania przez Polskę niepodległości, w 100 rocznicę osiągnięcia celu.



          Perspektywa 100 lat od odzyskania przez Polskę niepodległości stwarza konieczność nie tylko głoszenia prawdy o powodach jej odzyskania, uwarunkowaniach wewnętrznych i geopolitycznych, w jakich przyszło działać, ale także zobowiązuje do korzystania z doświadczeń jej Architektów oraz wyciągania wniosków z działań, mniej lub bardziej świadomych, jej przeciwników będących po drugiej stronie narodowej barykady, co pozwoli trafnie odczytywać realia współczesnej Polski i skutecznie działać dla Jej dobra.

          Działanie dla dobra Polski, w jakże kluczowym momencie dziejów świata i Europy, jakim była I wojna światowa, szanse i zagrożenia dla odzyskania niepodległości przez Polskę w wyniku konfliktu między zaborcami, to temat, nad którym warto pochylić się w Niepokalanowie.

          11 listopada 1918 r. Niemcy kapitulowały przed państwami zwycięskimi w I wojnie światowej, wśród których była, nieistniejąca jeszcze na mapie, Polska. Dlatego jest to dzień odzyskania niepodległości, zaś wspólnie z dniem 28 czerwca 1919 r., stanowią dziejową klamrę, przyczynowo – skutkowy proces spinający w logiczną całość czas od momentu, kiedy Państwa polskiego jeszcze nie było, ale był położony mocny fundament jego odrodzenia w postaci polityki narodowej, zarówno w ujęciu „wszechpolskim” jak i europejskim, aż do paryskiej konferencji, która konstytuowała zjednoczenie i odbudowanie Polski oraz ustanawiała powojenny ład europejski, „porządek wersalski”, w oparciu o suwerenne narody i ich ojczyzny.

          Skoro uważamy się za kontynuatorów, spadkobierców i orędowników myśli politycznej oraz dokonań Romana Dmowskiego i Narodowej Demokracji, to doskonale rozumiemy przekaz zawarty w słowach tego wielkiego Polaka odnoszący się do fundamentów działania na rzecz polskich spraw: „Ludziom, którym w głowach nie mogło się pomieścić, żeby mogła istnieć samoistna polityka polska, winszowali nam po zwycięstwie, żeśmy postawili na dobrego konia. Myśmy nie stawiali na konie – myśmy sami szli do mety. Do zdecydowania, jaką drogą pójść w tej wojnie, nam wcale nie było potrzebne zastanawianie się nad tym, kto wygra. Wystarczyło wiedzieć, po której stronie leży dobro Polski. Gdybyśmy wiedzieli, że państwa sprzymierzone mają minimalne widoki zwycięstwa, z tym większą energią stanęlibyśmy po ich stronie, do tym większych wysiłków na ich rzecz powoływalibyśmy naród, żeby te szanse choć trochę, w miarę naszych sił zwiększyć. Bo wiedzieliśmy, że zwycięstwo państw centralnych – to grób dla Polski”. (Roman Dmowski „Polityka polska i odbudowanie państwa” tom 1, IW PAX, Warszawa 1988, str. 176)


Samoistna polityka polska, świadomość i kierunek głównego zagrożenia dla narodu ze strony Prus, oraz planowe wysiłki, aby temu przeciwdziałać (zarówno na niwie dyplomatycznej jak i społeczno-narodowej), to główny front działania Narodowej Demokracji i Romana Dmowskiego.
To istota polskiej szansy, w wypadku powodzenia przedsięwzięcia, albo wielkiego zagrożenia, w sytuacji porażki ówczesnej polityki polskiej w obliczu wybuchu I wojny światowej.
„Zwycięstwo nad Niemcami, zdruzgotanie ich potęgi – to była pierwsza rzecz, którejśmy od tej wojny oczekiwali. Bo to był pierwszy, najgłówniejszy warunek odbudowania niepodległej Polski” (Tamże, str. 177).

          Dziś doskonale znamy wynik I wojny światowej, wiemy, że polska niepodległość jest efektem klęski Niemiec w tej wojnie. Warto, więc zatrzymać się nad momentami kluczowymi i decydującymi, które nie tylko ukazują panujące wówczas realne zagrożenie realizacji przez Niemców swoich polityczno-militarnych zamiarów panowania nad Europą i światem, ale także naświetlają wielkość i znaczenie polityki Dmowskiego oraz roztropne i mądre zachowanie polskiego narodu w tamtych uwarunkowaniach.

          Dla lepszego zobrazowania sytuacji militarnej w obliczu I wojny światowej, warto zacytować Churchilla, który napisał o roku 1914 i w ogóle o I wojnie światowej takie słowa: „Niemcy walczyły niemal przeciwko całemu światu, niemal samotnie, i o mało nie zwyciężyły. Ci, którzy wiedzą najwięcej, wiedzą dobrze, że kilkakrotnie wynik Wielkiej Wojny wahał się na wadze i że przypadki i zbiegi okoliczności przeważyły szale” (Jędrzej Giertych „Józef Piłsudski 1914-1919” tom I, Londyn 1979, str. 175).

          Ten brytyjski polityk zapewne wie, co mówi, ale prawdziwe jest tylko jego pierwsze zdanie. To nie przypadki i zbiegi okoliczności przeważyły szale na niekorzyść Niemców w I wojnie światowej, ale konkretne czyny i przedsięwzięcia, na które Niemcy liczyły, a które się nie dokonały, albo zachowania, których Niemcy się nie spodziewały.
Można powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że wiele z nich było dziełem Polaków i polityki polskiej kierowanej przez Romana Dmowskiego.

          Rok 1914, a więc rok rozpoczęcia I wojny światowej, jest w rozważanej przez nas kwestii szans i zagrożeń dla niepodległości Polski, rokiem absolutnie kluczowym i poniekąd najważniejszym. Już wówczas, na początku wojny, decydował się jej wynik, a co za tym idzie, rozgrywały się losy przyszłości Polski, Europy i świata.
Wybuch I wojny światowej stwarzał sytuacje, w której zaborcy Polski stanęli po dwóch stronach barykady, starli się militarnie ze sobą, co stwarzało koniunkturę do upomnienia się o Polskę, wszak antypolska koalicja państw zaborczych się rozsypała i solidarność zaborców legła w gruzach.
          Warto w tym miejscu powiedzieć, że koniunktura zewnętrzna polegająca na śmiertelnym poróżnieniu się między sobą zaborców, nie była jedyną dobrą wiadomością z polskiego punktu widzenia i narodowych oczekiwań.
Dobra koniunktura zewnętrzna, to dopiero połowa drogi w kierunku celu, jakim była zjednoczona i niepodległa Polska. Koniunkturze międzynarodowej trzeba było pomóc własnym staraniem wewnątrz społeczeństwa, oraz wspomagać ją własnymi rozsądnymi i roztropnymi działaniami dyplomatycznymi oraz militarnymi, unikając jakże kosztownych błędów z przeszłości.

          Narodowa Demokracja z Romanem Dmowskim na czele przygotowywała Polaków ponad kordonami zaborów do mającej nastąpić koniunktury przez 30 lat. Wybuch wojny w roku 1914 nie zaskoczył narodowego przywództwa, wszak porozumienie francusko-rosyjskie zawarto już w 1893 roku, zaś porozumienie angielsko-rosyjskie z 1907 r. uzupełniło trójkąt: Francja – Rosja – Anglia i oznaczało zbliżającą się wojnę. Podczas zjazdu trójzaborowego polskich parlamentarzystów odbytego w Pieniakach (wrzesień 1912 r.), podjęto wspólną decyzję o stanięciu po stronie antyniemieckiej koalicji w wypadku wybuchu wojny.
Już wcześniej czynione były ważne kroki, aby celnie ukierunkować polski wkład do zbliżającego się konfliktu i uwiarygodnić naszą narodową postawę.             To głosy Koła polskiego w rosyjskiej Dumie, w kwietniu 1907 r., zdecydowały o powiększeniu kontyngentu rekruta, wbrew głosom rosyjskiej lewicy, co Dmowski tak uzasadniał: „trzeba …konsekwentnie iść po linii własnej polityki. Polityka zaś, która uważała za potrzebną dla Polski wojnę między Rosją a Niemcami i klęskę Niemiec, nie mogła państwu rosyjskiemu odmawiać rekruta”.
Głosowanie powyższe odbiło się szerokim echem w Europie, ponieważ „usłyszano z ust urzędowego przedstawicielstwa największej części narodu, że Polska chce być czynnikiem przeciwniemieckim w polityce europejskiej” (Roman Dmowski „Polityka polska i odbudowanie państwa” tom 1, IW PAX, Warszawa 1988, str. 122).


          Wybuch I wojny światowej i walka między zaborcami (Rosją oraz Prusami i Austro-Węgrami), stanowił oczywistą szansę dla polskich spraw, ale wyłącznie w przypadku trafnego sformułowania narodowej polityki, celnego określenia orientacji geopolitycznej i cywilizacyjnej przyszłości Ojczyzny. W przeciwnym przypadku - kontynuowania samobójczej strategii powstańczej podatnej na obce sugestie, wpływy i finansowanie, próbach oparcia przyszłości Polski na obcych i szkodliwych wzorcach cywilizacyjnych - stanowił wielkie zagrożenie zaprzepaszczenia dziejowej szansy na niepodległy byt Państwa, utrwalenie zaborów i kres marzeń o wolnej Polsce.

          Spór orientacyjny, jaki się toczył wówczas wśród Polaków trwał przez całe pokolenia, odbijając swoje piętno również w dzisiejszej rzeczywistości.
Konsekwencją tego sporu było położenie Polski po zakończeniu wojny. Chodziło przecież o sprawę zasadniczą – czy Polska będzie w obozie zwycięzców po I wojnie światowej, czy w roli pokonanego, a, mówiąc wprost, czy będzie autentycznie niepodległa, bo zjednoczona, czy tylko marionetkowym państewkiem w niemieckiej strefie wpływów. Oto sedno tego sporu.

          Spór orientacyjny między Polakami, między szansą na odzyskanie Polski zjednoczonej i niepodległej, a wielkim zagrożeniem dla Jej przyszłości, toczył się w konkretnych wydarzeniach z historii tamtego okresu.
Oto „pierwsza kadrowa” wyrusza do Kongresówki (6 sierpnia 1914 r.) celem wywołania antyrosyjskiego powstania, które było elementem niemieckiego scenariusza na wypadek konieczności walki na dwa fronty: z Francją na zachodzie i z Rosją na wschodzie, co miało spowodować wycofanie Rosji z wojny, ewentualnie opóźnienie jej przystąpienia do walki, w którym to czasie Niemcy miały pokonać Francję w wojnie błyskawicznej.
Takie planowane przez Niemców, a wykonywane przez Piłsudskiego i jego ludzi, powstanie nigdy nie wybuchło. Polacy, przygotowani przez Endecję, odrzucili ten niemiecki scenariusz, chłodno przywitali Piłsudskiego i legionistów w Kielcach, natomiast poseł kielecki Wiktor Jaroński złożył 8 sierpnia 1914 r. w rosyjskiej Dumie deklarację, że naród polski stoi w rozpoczętej wojnie po stronie alianckiej, życzy sobie nowego Grunwaldu, czyli złamania potęgi niemieckiej i stawia sobie za cel połączenie ziem wszystkich zaborów w jeden organizm polityczny.
Młodzi Polacy, zamiast legionowej przygody pod niemieckimi auspicjami, wkładali mundur rosyjski i szli walczyć przeciwko Niemcom pod Tannenbergiem, co znacznie przyspieszyło mobilizację i rosyjską ofensywę. Jej efektem była, co prawda, klęska (stąd Niemcy nazwali ją ironicznie drugą bitwą grunwaldzką), ale jej znaczenie polegało na tym, że w ogóle się odbyła, ponieważ Niemcy musieli przerzucić część swoich sił z frontu zachodniego, dzięki czemu Francja wygrała bitwę nad Marną, co rozstrzygnęło o dalszym przebiegu wojny. Niemcom nie udało się wygrać wojny błyskawicznej, ponieważ Piłsudski nie dopisał, nie udało się wywołać powstania i wycofać Rosji z wojny, która dzięki Polakom szybko przeprowadziła mobilizację i uderzyła na Prusy. Wojna ruchoma zamieniła się w wojnę pozycyjną, wojnę w okopach, na wyczerpanie zasobów ludzkich i materialnych, którą Niemcy musiały przegrać.

          Taka postawa narodu polskiego w roku 1914, ten sprzeciw wobec przygotowanej przez Niemców i niewykonanej przez Piłsudskiego prowokacji, oraz szybka mobilizacja i ruszenie do boju na Niemców, to autentycznie liczący się wkład Polski do I wojny światowej, to postawa, która zdecydowała o losach tej wojny. Wykorzystaliśmy wówczas naszą szansę wbrew podstępnemu zagrożeniu. Udowodniliśmy, że jesteśmy narodem zjednoczonym, pomimo zaborczych kordonów, walczącym po stronie antyniemieckiej koalicji. Konsekwentne utrzymanie tej drogi zaprowadziło nas do Wersalu, na konferencję zwycięzców, której owocem był powrót Polski na mapę.

          Warto dodatkowo wspomnieć, że powyższa postawa narodu polskiego w obliczu rozpoczęcia I wojny światowej, przechyliła zapewne szalę wewnątrz sfer kierowniczych Rosji w kierunku przystąpienia do wojny, co wcale nie było takie pewne, mając na uwadze panujące tam nastroje proniemieckie, wynikające z niemieckiego pochodzenia carycy oraz sporej części generalicji i urzędników.
Oczywiste zagrożenie dla sprawy polskiej wynikało stąd, że tak oczekiwane przez Polaków starcie między zaborcami, jako kluczowy warunek upomnienia się o Polskę, stało pod znakiem zapytania.
Jak wiemy, Niemcom udało się wycofać Rosję z wojny w wyniku współorganizacji rewolucji październikowej 1917 roku, co ewidentnie osłabiło antyniemiecki wysiłek zbrojny, a zawarty pokój w Brześciu (marzec 1918 r.) pozwalał Niemcom skoncentrować się na wojnie z Francją. Letnia ofensywa niemiecka, wsparta przez odciążone jednostki przywiezione z frontu wschodniego, sięgnęła dalej niż w bitwie nad Marną, podeszła prawie pod Paryż. Ponownie pojawiło się niebezpieczeństwo, że Niemcy wygrają wojnę, co dla nas oznaczało kontynuację okresu zaborów, utrzymanie postanowień traktatu brzeskiego i niemiecki porządek w Europie wschodniej.
Niemcy jednak wojnę przegrały, gdyż Francja wytrzymała ofensywę letnią, a przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny i pojawienie się większej liczby wojsk amerykańskich oznaczało rosnącą przewagę aliantów.

          Kolejnym zagrożeniem dla polskiej sprawy była próba podjęta w 1916 r., kiedy to, 5 listopada, cesarstwa centralne, czyli Prusy i Austro-Węgry, wydały deklarację, na mocy której ogłosiły „niepodległą” Polskę wykrojoną z Królestwa Kongresowego. Miało ono pozostać pod okupacją pruską i austriacką, ale miało mieć własną armię ochotniczą. Oczywistym celem takiego posunięcia Niemców było zagarnięcie rekruta z okupowanego terytorium. Powołano tzw. Tymczasową Radę Stanu, powierzając Józefowi Piłsudskiemu referat spraw wojskowych. Miał on zorganizować półmilionową armię z polskimi sztandarami i orzełkami, ale szkoloną przez Prusaków i pod pruską komendą. Jej zadaniem miało być obsadzenie frontu wschodniego i odciążenie korpusów niemieckich, aby mogły być przeniesione na front zachodni.
Ta armia nigdy nie powstała, zaś w maksymalnym okresie osiągnęła liczbę 9 tysięcy ludzi, a w chwili zakończenia wojny było ich tylko 5,5 tysiąca (tzw. Polnische Wehrmacht).
Ponownie ujawniła się postawa narodu polskiego, a Józef Piłsudski znowu nie dopisał. Nie udał się werbunek do armii, nawet takiej z polskimi symbolami, skoro miała służyć interesom niemieckim.
Prawdziwe intencje Niemców względem Polaków, w omawianym roku 1916, ukazuje fakt obchodów pięciowiekowego jubileuszu hasła ausrotten, (czyli unicestwić, eksterminować), na pamiątkę wystąpienia Falkenberga, który w roku 1416 na soborze w Konstancji głosił, że wolno bez grzechu zabić każdego Polaka (Feliks Koneczny „Z dziejów Polski” Oficyna Hieronima Lublin 1997, str. 56).

          Warto wspomnieć, w powyższym kontekście, o manifeście Rady Regencyjnej z 7 października 1918 r., którym proklamowała ona „Polskę zjednoczoną i niepodległą”, co wywołało entuzjazm w niektórych kręgach polskiego społeczeństwa, zaś obecnie, niektóre środowiska, próbują reklamować tę datę, jako autentyczny dzień odzyskania przez Polskę niepodległości, w opozycji do 11 listopada. Od jakiegoś czasu środowiska konserwatywne organizują nawet w tym dniu marsze i demonstracje.
Nie ulega wątpliwości, że powyższy manifest był dziełem wpływu polityki niemieckiej w zmienionej rzeczywistości, czyli po ogłoszeniu orędzia prezydenta Wilsona i z jego akceptacją, ale z determinacją do zachowania władzy nad powstającą Polską z woli Niemiec, ponieważ Rada Regencyjna była przez nich mianowana. Oczywistym celem tego manifestu była próba przeciwstawienia się Komitetowi Narodowemu Polskiemu w Paryżu wchodzącemu w skład zwycięskiej koalicji, chodziło o zafunkcjonowanie Rady Regencyjnej po porażce Niemiec, ale z zachowaniem ich władzy nad Polską.

          Podobnej polityki faktów dokonanych wobec Polski, na całe szczęście również ze skutkiem ujemnym, użyli Niemcy w listopadzie 1918 r., kiedy uznali, że nie są w stanie wygrać wojny, więc zdecydowali się ją zakończyć wczesną kapitulacją, ale w taki sposób, aby ponieść skutki klęski wyłącznie na zachodzie (utrata Alzacji i Lotaryngii, kolonii, floty), z utrzymaniem jednak roli zwycięzcy we wschodniej Europie.
Liczyli się z koniecznością utworzenia małego państewka polskiego, co było częścią ich strategii już od czasów Bismarcka, wykrojonego z części zaboru rosyjskiego, oraz innych bytów w swoim politycznym zasięgu (Litwa, Kurlandia, Ukraina), ale nie chcieli dopuścić do odbudowania wielkiej Polski, czyli silnej i zjednoczonej z ziem trzech zaborów, a szczególnie pruskiego.      W tym celu chcieli przekreślić rolę Polski, jako państwa wchodzącego w skład zwycięskiej koalicji i obalić Komitet Narodowy Polski w Paryżu, przez forsowanie tezy, że Polska jest krajem neutralnym, a więc niebędącym w wojnie z nimi.
Kolejny raz posłużyli się Niemcy Piłsudskim, z którym rokowania przeprowadził hrabia Kessler. Zawarta została umowa, na mocy której Niemcy dostarczyli, internowanego w Magdeburgu, Piłsudskiego do Warszawy i przekazali mu władzę w zamian za obietnicę, że Polska nie będzie walczyła o ziemie zaboru pruskiego. On się na to zgodził, więc Niemcy przywieźli Piłsudskiego specjalnym pociągiem do Warszawy i oddali władzę wojskową garnizonu niemieckiego i Polnische Wehrmacht (11 listopada) oraz cywilną Rady Regencyjnej (14 listopada) w jego ręce.
Piłsudski, jako Naczelnik Państwa natychmiast nawiązał stosunki dyplomatyczne z Niemcami, co miało zamanifestować, że Polska nie jest z nimi w wojnie. Hrabia Kessler, czyli rozmówca Piłsudskiego z Magdeburga, jako pierwszy ambasador przy polskim rządzie, został dziekanem korpusu dyplomatycznego.
Polska stała się sojusznikiem Niemiec, a więc znalazła się wśród pokonanych, co było oczywistym celem tej całej niemieckiej manipulacji. Chodziło o odebranie Polsce prawa do współdecydowania na konferencji pokojowej w Wersalu. Kolejny raz Józef Piłsudski pełnił funkcję niemieckiego narzędzia przeciwko Polsce zjednoczonej i niepodległej.

          Dziś telewizja publiczna bombarduje reklamą, w której Skarbnica Narodowa oferuje Polakom medal z okazji 100 rocznicy odzyskania niepodległości z Józefem Piłsudskim za zero zł, co w dobitny i jakże celny, choć na pewno niezamierzony, sposób oddaje zawartość prawdy w cenie medalu.

          Historia uczy, że wszystkie przedstawione wyżej zagrożenia dla sprawy polskiej zostały oddalone. Polacy wykorzystali pojawiającą się szansę upomnienia się o zjednoczoną i niepodległą Ojczyznę. Korzystna koniunktura międzynarodowa została wsparta przez narodowe uświadomienie, organizację i działanie na rzecz Polski.
Niemiecki manewr z Piłsudskim 11 listopada 1918 r. też się nie powiódł. Narodowcy zorientowali się w manipulacji, a zorganizowane demonstracje przeciwko Kesslerowi z grudnia 1918 r. domagające się zerwania stosunków dyplomatycznych z Niemcami zakończyły się sukcesem. Na nic zdały się zobowiązania Piłsudskiego wobec Niemców o wyrzeczeniu się ziem zaboru pruskiego, bo już w grudniu 1918 r. wybuchło zwycięski Powstanie Wielkopolskie.
Fakty pokazują bardzo wyraźnie, że siła i pozycja Piłsudskiego wynikała z obcego poparcia, niemieckich kalkulacji, zaś jego działania były w jaskrawej sprzeczności z dążeniami Narodu oraz interesami i celami Państwa polskiego.
Polska powróciła do szeregów antyniemieckiej koalicji. Romanowi Dmowskiemu udało się utrzymać pozycję Komitetu Narodowego Polskiego, jako prawowitego przedstawicielstwa Polski. Owoce zebraliśmy w Wersalu, na konferencji, postanowieniami której Polska wracała na mapę Europy po 123 latach niewoli. Dwa dni temu minęła 99 rocznica tego wiekopomnego wydarzenia.

          Oto pierwszy obraz Polski, którego datą graniczną jest maj 1926 r., obraz wykorzystanych szans i skutecznego zapobiegania zagrożeniom, czas parlamentarnych dyskusji i gospodarczego rozwoju. Obraz bezpiecznej, rozwijającej się i szczęśliwej Polski, opartej na fundamencie wartości katolickich i cywilizacji łacińskiej, radzącej sobie skutecznie z wyzwaniami, problemami, a nawet bolszewickim najazdem.

          Ale jest jeszcze inny, jakże smutny i tragiczny, obraz tamtych czasów naszej Ojczyzny symbolizowany ciemną klamrą lat 1926 - 1939, obraz podcinania „wersalskiej gałęzi”, na której siedzieliśmy, deptania praworządności i Konstytucji, prześladowania opozycji, powrotu do dawnych zagrożeń i obcych podszeptów, dzielenia Polaków oraz izolacji i pozbawienia Polski sojuszników, czerpania wzorów cywilizacyjnych ze wschodnich stepów, gdzie prawem jest „widzi mi się” stojącego ponad prawem wodza i jego „dyzmowatych” podwładnych w roli „narodowych elit”, silnych, zwartych i gotowych do czynów najlepiej symbolizowanych nazwami: Bereza Kartuska, Białowieża, Zaleszczyki, których wyrazistą puentą jest niemiecka warta honorowa przy trumnie Piłsudskiego w 1939 r., w czasie eksterminacji polskich elit narodowych, intelektualnych i duchowych.

          100 rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, to dobry czas, aby zastanowić się nad dzisiejszą rzeczywistością naszej Ojczyzny w kontekście szans i zagrożeń.
Wystarczy elementarna wiedza i uczciwość, aby zauważyć, że los dzisiejszej Polski jest w rękach ludzi nawiązujących wprost do spuścizny ideowo-politycznej sanacji. Łamanie Konstytucji, stawianie się ponad prawem, zawłaszczanie Państwa przez partię, niebezpieczne kompromitowanie Polski na arenie międzynarodowej owocujące polityczną izolacją naszej Ojczyzny, niszczenie armii, dzielenie Polaków na lepszych i gorszych, to efekty nawiązujące wprost do piłsudczykowskich wzorców.

          Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby odsunąć ich od władzy, dla dobra Polski i przyszłych pokoleń Polaków.

          Niech czasowa klamra niepodległości, symbolizowana 100 rocznicą odzyskania niepodległości, 11 listopada 2018, oraz 100 rocznicą podpisania Traktatu Wersalskiego, 28 czerwca 2019, stanie się czasem odwrotu naszej Ojczyzny ze stanu zagrożenia do stanu budowania szans i rozwoju Polski.

          Tegoroczne i przyszłoroczne wybory są znakomitą okazją do wykonania tego zadania. Jesteśmy Polakami, więc mamy obowiązki polskie.

          Witold Bałażak


Biura regionalne LPR:
(ta część strony w przebudowie)

Dane:

Biuro Krajowe:
ul. Nowogrodzka 31 p. 405
00 - 511 Warszawa
35 1160 2202 0000 0002 6319 0565

Linki: