Sobota, 22 września 2018 r.

  • ZG LPR z ważnym apelem do opozycji

    ZG LPR z ważnym apelem do opozycji

     
    Z cała mocą trzeba zaakcentować fakt, że opozycja polska musi solidarnie występować przeciw antykonstytucyjnym, szkodzącym Polsce i Polakom, działaniom PiS, ale nigdy przeciwko tradycji, kulturze, religii i moralności, z kt ...

    10 września 2018

  • ZG LPR w 250 rocznicę konfederacji barskiej

    ZG LPR w 250 rocznicę konfederacji barskiej

     
    Propagowane hasła i symbole oraz duch ożywiający konfederatów barskich w postaci Maryjnych sztandarów, noszonych krzyży i różańców oraz śpiewanych pieśni wskazywały, że wystąpienia miały raczej charakter ...

    10 września 2018

  • Święty Maksymilian Kolbe – wzór świętości i patriotyzmu

    Święty Maksymilian Kolbe – wzór świętości i patriotyzmu

     
    Szanowni Państwo, pragnę w tym miejscu – Niepokalanowie przybliżyć postać św. Ojca Maksymiliana Kolbego.
    Ojciec Maksymilian urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli. Na chrzcie otrzymał imię Rajmund. Z ...

    26 sierpnia 2018

  • Szanse i zagrożenia dla odzyskania przez Polskę niepodległości, w 100 rocznicę osiągnięcia celu

    Szanse i zagrożenia dla odzyskania przez Polskę niepodległości, w 100 rocznicę osiągnięcia celu

     
    Szanse i zagrożenia dla odzyskania przez Polskę niepodległości, w 100 rocznicę osiągnięcia celu.
              Perspektywa 100 lat od odzyskania przez Polskę niepodległości stwarza konieczność nie tylko głoszenia prawdy o powodach jej ...

    24 lipca 2018

  • Dmowskiego rozmowy z politykami

    Dmowskiego rozmowy z politykami

    Dmowskiego rozmowy z politykami.
    Rozmowa z Kodamą (Na bazie książki Mariusza Kułakowskiego [Józefa Zielińskiego] pt. „Roman Dmowski w świetle listów i wspomnień”, tom I, Londyn 1968)
        W maju ...

    17 lipca 2018

Święty Maksymilian Kolbe – wzór świętości i patriotyzmu

Święty Maksymilian Kolbe – wzór świętości i patriotyzmu

Treść referatu wygłoszonego przez Pana Andrzeja Dorszewskiego 30 czerwca 2018 r. w Niepokalanowie podczas VII Konferencji Wersalskiej organizowanej cyklicznie przez Ligę Polskich Rodzin.

 

Szanowni Państwo, pragnę w tym miejscu – Niepokalanowie przybliżyć postać św. Ojca Maksymiliana Kolbego.

Ojciec Maksymilian urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli. Na chrzcie otrzymał imię Rajmund. Z domu wyniósł gruntowne wychowanie religijne, niestety w ubogiej rodzinie nie było środków na edukację. W tej sprawie pomógł aptekarz, który zainteresował się niezwykle zdolnym chłopcem. „Do zakonu wstąpił 1910 we Lwowie; 1912-15 studiował w Rzymie filozofię na Gregorianum (doktorat 1915), następnie teologię w Kolegium św. Bonawentury (doktorat 1919); w 1917 założył tam stowarzyszenie Rycerstwo Niepokalanej, a w 1918 przyjął święcenia kapłańskie; od 1919 krótko wykładał historię w seminarium franciszkańskim w Krakowie; chory na gruźlicę, przebywał w Zakopanem, Nieszawie i Mszanie Dolnej; w 1922 wydał w Krakowie pierwszy numer „Rycerza Niepokalanej” i przeniósł jego redakcję do Grodna; po  uzyskaniu w 1927 od księcia Jana Marii Druckiego-Lubeckiego majątku w Teresinie k. Sochaczewa założył tam klasztor i umieścił wydawnictwo (Niepokalanów), a w 1929 niższe seminarium.

Na początku 1930 osiedlił się w Nagasaki i rozpoczął wykłady z filozofii w seminarium duchownym oraz wydawanie „Rycerza Niepokalanej” w języku japońskim; w tym samym roku uczestniczył w kapitule prow. we Lwowie, która mianowała go przełożonym misji w Japonii (1930-33); w 1931 przeniósł wydawnictwo do nowo zbudowanego klasztoru Mugenzai no Sono (Ogród Niepokalanej); w 1932 odwiedził Indie w celu rozeznania możliwości założenia tam kolejnego Niepokalanowa; w 1933 uczestniczył w kapitule prow. w Polsce i wykładał zagadnienia misyjne.; przebywając ponownie w Japonii, sformułował założenia programowe „Małego Dziennika”; w 1936 powrócił do kraju i został przełożonym klasztoru w Niepokalanowie; ożywił działalność wydawniczą franciszkanów (czasopisma i książki religijne, katechizmy, modlitewniki); w 1936 na jego wniosek zakon poświęcił się Niepokalanej; w 1937 podróżował po Włoszech (Rzym, Asyż i Padwa), zapoznając się z sytuacją Rycerstwa Niepokalanej; w 1938 uczestniczył w Kongresie Polaków w Niemczech i rozpoczął przygotowania do uruchomienia stacji radiowej (Stacja Polska 3 - Radio Niepokalanów SP3 - RN), wygłaszając 8 XII próbnie słowo wstępne; dla potrzeb ewangelizacji planował również budowę lotniska; w 1939 badał możliwości założenia Niepokalanowa na Łotwie.

Aresztowany z grupą współbraci 19 IX 1939 przez Niemców, przebywał kolejno w obozach w Łambinowicach, Gębicach k. Gubina i Ostrzeszowie; po zwolnieniu wrócił do Niepokalanowa i organizował pomoc dla przesiedlonych przez Niemców ok. 2000 Polaków z Poznańskiego i Pomorza oraz ok. 1500 Żydów; w 1940 uzyskał pozwolenie władz okupacyjnych na druk jednego numeru „Rycerza Niepokalanej”; 17 II 1941 został ponownie aresztowany i osadzony na Pawiaku, a 28 V przewieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu-Brzezince; 2 VIII zgłosił się na śmierć głodową w zastępstwie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka; 14 VIII został uśmiercony zastrzykiem trucizny; 15 VIII jego ciało spalono w krematorium.”

 

Maksymilian Kolbe dał w 1922 roku receptę na wzór człowieka doskonałego. Oto ona: „Każdy święty — to wielki człowiek, ale nie każdy wielki był świętym zarazem, chociaż nieraz bardzo ludzkości się przysłużył. Zachodzi jednak między nimi pewne podobieństwo. Pomijam tu ludzi głośnych z nagromadzonego mienia, znanych z fizycznej siły lub zapisanych w pamięci ludzkości jako wielcy, ale - jawni szkodnicy lub przestępcy. Nie mówię o nich, chociaż i ci nieraz prześcigają się w zbrodniczej przemyślności, by - zasłynąć. Zwrócą uwagę tylko na geniuszów myśli ludzkiej.

Geniusz i święty mają wiele cech wspólnych. Wyrastają oni ponad otoczenie, zwracają mimowolnie na się uwagę jako ludzie - niezwykli. Obydwaj wytknęli sobie cel niepospolitej miary i ufni w obfite dary natury czy łaski dążą do jego osiągnięcia przez ciernie oraz wszelkiego rodzaju zapory i trudności. Nie tylko zazdrośni, ale i nieraz przyjaciele w najlepszej nawet wierze utrudniają im pochód. Obydwaj, jeśli wdrapią się na pożądany szczyt lub skutecznie doń się zbliżają, znajdują naśladowców, którzy w nich wpatrzeni mniej lub więcej udatnie dążą nową ścieżyną za nimi. A pamięć tak świętego jak i geniusza przechodzi z pokolenia na pokolenie. Historia podaje nam nawet ludzi, którzy byli w jednej osobie i świętymi i geniuszami jak św. Paweł, św. Augustyn, św. Tomasz, św. Grzegorz Wielki i wielu innych.

Lecz i zasadnicza różnica zachodzi między świętym, a geniuszem, który do świętości nie dąży. Marzeniem jego — to sława. Dla niej, dla ludzkiego uznania, wytęża umysł, poświęca czas, zużytkowuje zdolności i ponosi nieraz bardzo ciężkie ofiary. Wydoskonalając się w jednym kierunku, zaniedbuje często najważniejsze pola i tak niszczy w sobie równowagę i harmonię, a i innym nieraz swym bezładem szkodzi. Święty przeciwnie. Bożą tylko chwałę ma na oku. O ludzkie sądy nie dba i staje ponad nie. Władza duszy i ciała odpowiednio podporządkowuje i ciało rozumowi, a rozum Bogu pod rządy oddaje. Stąd też cieszy się pokojem zwycięzcy.

Gdy burza się rozpęta, a zewsząd padają gromy lekceważenia, złości i nienawistnej zazdrości, gdy potwarz i wzgarda uderzy, a przyjaciele się odsuną, albo nawet zadraśnięci do wrogów się przyłączą, wówczas geniusz gnie się pod ciężarem, gryzie się, cierpi i czuje się nieszczęśliwym - święty ponad tym wszystkim staje. Odczuje i on nieraz ból, ale wnet ukoi się w modlitwie i ufny w Bogu kroczy spokojnie dalej.

Nawiedzi cięższa choroba, starość przygniecie - geniusz częstokroć przestaje być geniuszem, władze umysłowe mu słabną. Święty zaś bez względu na stan zdrowia lub wiek zawsze naprzód postępuje, owszem choroby i utrapienia stają się dlań drabiną do wyższej doskonałości; w ich ogniu jak złoto się czyści.

Spuścizna geniusza przynosi pożytek ludzkości, ale bardzo często i szkodę. Napoleon był wodzem - geniuszem, ale ile łez wycisnął, ile krwi wylał a i ojczyznę swą osłabioną zostawił. Koleje, telegrafy, telefony itd. zamiast szerzyć oświatę, stały się w naszych czasach siewcami fałszu i moralnej zgnilizny. Ileż nieodżałowanych talentów literackich przyłożyło rękę do burzenia porządku, odwracania czytelników od Stwórcy? Ile młodocianych dusz zatruły ich książki i piśmidła?... Święty przechodzi zawsze „dobrze czyniąc” (por. Mk 7.37) na wzór Jezusa, prawdę i szczęście zaszczepia. gdzie tylko zajdzie i przykładem pociąga do dobroci nie- stworzonej.

Geniuszem nie każdy może zostać, droga zaś do świętości wszystkim stoi otworem.

Oto punkty styczne i rozbieżne między geniuszem a świętym; zatrzeć te różnice w utalentowanych wybrańcach narodu — to przy gotować szczyt wielkości człowieka: geniusza - świętego”

 

Jako rycerz Niepokalanej doskonale orientował się w zagrożeniach wiary i Kościoła. Znał je dobrze. Pierwsze z nich to masoneria. „Że powódź sekt protestanckich jest rzeczywiście awangardą masonerii, to wyraźnie wyznaje organ masoński „Wolna Myśl”. Mówi on: „Zastrzegając sobie całkowitą niezależność sądu o wewnętrznej wartości nauki kościoła narodowego, możemy jednak poprzeć jego walkę jak i każdej innej sekty protestanckiej z supremacją Kościoła rzymskiego”.

Kto to są masoni?Ocenę ich podali już papieże, a najpierw w r. 1738 dnia 27 kwietnia Ojciec św. Klemens XII bullą „In eminenti”. zarzuca im że „pod zmyślonym jakimś poczciwości naturalnej pozorem i pod ścisłym, jak tajemnym przymierzem” działają. Potępia też masonerię i zabrania styczności z masonami pod karą ekskomuniki ipso facto, zarezerwowanej papieżowi.

A w 13 lat potem Benedykt XIV bullą z dnia 18 marca [1751] ,,Providas Romanorum Pontificum" ponawia potępienia Klemensa XII i jako powody podaje między innymi, że do masonerii „przypuszczani bywają ludzie wszystkich religii i sekt i że, wedle opinii ludzi rozumnych i uczciwych, sekta ta jest zła i zepsuta”.

Papież Pius VII [wydał] dwie bulle, w roku 1813 (dnia 13 sierpnia) i 1821 (dnia 13 września), w których mówi: „Nikomu nie tajno, co za mnóstwo złośliwych ludzi spiknęło się w tych trudnych czasach naprzeciw Bogu i Jego Namiestnikowi, którzy do tego szczególniej zmierzają celu, ażeby pod płaszczem filozofii, przez czcze omamianie uwiódłszy wiernych i od nauki Kościoła ich oderwawszy, sam Kościół, choć nadaremnym usiłowaniem, osłabili i obalili. Co ażeby tym łacniej osiągnęli, natworzyli zgromadzeń tajnych i sekt ukrytych, za których pomocą spodziewali się łatwiej pociągnąć wielu do swych towarzystw spiskowych i zbrodniczych”. I dążą do tego. „aby każdemu nadać rozległą wolność według własnego wymysłu i fantazji sądzenia o religii. którą wyznaje, obojętność zaś zaprowadziwszy względem religii, nad co nie ma nic zgubniejszego. ażeby Jezusa Chrystusa mękę niegodziwymi jakimiś obrzędami zbezcześcili i znieważyli, żeby kościelnymi sakramentami i samymi religii katolickiej tajemnicami gardzili i obalili tę św. Stolicę Apostolską, przeciw której, jako dzierżącej zawsze apostolskiej katedry prymat, osobliwszą jakąś pałają nienawiścią i zdradliwym sposobem zgubę jej knują. Zbrodnicze są ich moralności zasady. Sprzyja ona rozkoszom lubieżności, pozwala zabić każdego, kto nie dochował sekretu, naucza, że wolno jest podniósłszy rokosz wyzuć z władzy królów i wszystkich władców, których z wielką ich zniewagą zowią pospolicie tyranami.”

To jednak nie przeszkadzało im bynajmniej zjednywać dla siebie władców. Dlatego też papież Leon XII w bulli „Quo graviora” z dnia 13 marca 1825 r., ponawiając dawniejsze potępienia papieży dodaje słowa przestrogi dla władców : „To jest ich najchytrzejsza zdrada, że gdy zdają się być zajęci rozszerzeniem waszej władzy wtenczas najbardziej do obalenia jej dążą. Bardzo się starają wmówić panującym, aby i innych biskupów władzę ścieśniali i osłabiali i powoli przywłaszczali sobie prawa papieskie i biskupie. Czynią to nie tylko z nienawiści do papieża, ale ażeby i ludy podlegle berłu panujących książąt po obaleniu kościelnej władzy, do odmiany i obalenia politycznej formy rządu przywieść mogli”.

Podobnie potępili masonerię papieże Pius VIII bullą „Traditi” (24 maja 1829 r.,) Grzegorz XVI bullą „Mirari” (15 sierpnia 1832) i kilkakrotnie Pius IX - 9 listopada 1846 r.; 20 kwietnia 1849 r.; 9 grudnia 1854 r., 8 grudnia 1864 r.; 25 września 1865 r. i 21 listopada 1873 r.

Wreszcie papież Leon XIII obszernie omawia sprawę masonerii i potępia ją bullą ,,Humanum genus” 20 kwietnia 1884 r. W niej też papież konstatuje, że „od półtora wieku masoneria stała się niezmiernie liczną, a posługując się zuchwalstwem i chytrością, opanowała wszystkie stopnie hierarchii społecznej i zajęła w łonie państw nowoczesnych władzę prawie równą monarszej”.

I nie przesadzali papieże!

Masoneria, zorganizowana przez wolnomyślicieli angielskich w Londynie w r. 1717, już w 6 lat potem w Konstytucjach Generalnych wytknęła sobie jasno cel. którego nikomu zmienić nie wolno. „Każda z wielkich lóż - mówi ona - ma prawo ulepszać starsze przepisy i ustanawiać nowe, lecz nigdy nie zmieniać punktów zasadniczych które mają pozostać na zawsze i gorliwie być wypełniane”. Jakież są te punkty zasadnicze? Oto zupełne przekreślenie świata nadnaturalnego. Oczywiście, że wtedy nie ma mowy o religii ani o moralności.

Dążenie do tego celu widzimy na każdym kroku. Sztuka, literatura i prasa periodyczna, teatr', kina. wychowanie młodzieży i ustawodawstwo szybkim krokiem zdążają do usunięcia świata nadnaturalnego i dogodzenia ciału.

Nic dziwnego, bo też i masoneria rozgałęziła się bardzo.

W Polsce już w roku 1810 znanych było 12 lóż:

  1. Wielka loża matka, Gwiazda wschodnia na wschodzie Warszawy,

  2. Loża świątynia Irys na wschodzie Warszawy,

  3. Loża Bogini Eleuzis na wschodzie Warszawy.

  4. Loża Tarcza północna na wschodzie Warszawy,

  5. Loża świątynia stałości na wschodzie Warszawy,

  6. Loża Braci Polaków zjednoczonych na wschodzie Warszawy,

  7. Loża Przesąd zwyciężony na wschodzie Krakowa.

  8. Loża Braci Francuzów i Polaków połączonych na wschodzie Poznania,

  9. Loża Hesperus na wschodzie Płocka,

  10. Loża Wolność odzyskam na wschodzie Lublina.

  11. Loża Krzyż rycerski na wschodzie Bydgoszczy,

  12. Loża Jutrzenka wschodząca na wschodzie Radomia.

Na liście członków widnieją ministrowie, generałowie i inni dygnitarze tak wojskowi jak i cywilni w państwie.

Wszyscy ci należą wprawdzie do masonerii i dużo szkodzą, ale nie są częścią jej prawdziwej głowy. Są to tzw. masoni niebiescy, podczas gdy tzw. czerwona masoneria zacieśnia się do niewielkiej ilości osób przeważnie Żydów, którzy w pełni świadomi swych celów kierują całą liczną rzeszą mniej więcej „oświeconych” w sprawach organizacji masonów. Głowa ta jest nieznana i działa zawsze w ukryciu, by uniemożliwić przeciwdziałanie. Oni to układają plany roboty. Z ich warsztatu wyszła rewolucja francuska, szereg rewolucji z 1789 do 1825 roku, a także... wojna światowa. Wedle ich wskazania pracował Voltaire, d'Alembert, Rousseau, Diderot, Choiseul. Pombal. Aranda, Tanucci, Hangwitz, Byron, Mazzini. Palmerston. Garibaldi i inni. - Nazwisk obecnych członków nie znamy, ale na pewno do masonerii należy u nas Piłsudski. Oto dowód: Na dziesięć dni przed obaleniem gabinetu Ponikowskiego rozeszła się po Rzymie pogłoska, że ten gabinet upadnie, bo tak masoneria rozkazała Piłsudskiemu. Słyszałem o tym z ust wiarygodnych, bo sekretarza ks. biskupa Teodorowicza [tj] ks. Bogdanowicza. który właśnie wtedy (o ile pamiętam) nawet był w Rzymie.

Masoneria wynosi na piedestał osoby, które chce i strąca, kiedy one zapragną działać na własną rękę. Tego bardzo dotkliwie doświadczył na sobie Napoleon.

Jak możemy przeciwdziałać tej zarazie, tej armii antychrysta? Niepokalana, Pośredniczka wszelkich łask, może i chce dopomóc. Bo na cóż objawienie Cudownego Medalika, przez które tylu i tylu się już nawróciło. Dusza, przejęta miłością ku niej. na pewno stawi opór demoralizacji, tej walnej broni masońskiej. „My rozumowaniem Kościoła nie zwyciężymy - decydowali oni na jednym ze zjazdów - ale korupcją obyczajów”.

Zastanowienia też godne są przepowiednie Wandy Malczewskiej spisane przez ks. Grzegorza Augustynika, który ją osobiście znal. a które w części rzeczywiście się wypełniły. W nich Pan Jezus poleca: „Niech się potworzą stowarzyszenia niewiast - a osobne mężczyzn - różnych stanów, ale jednego ducha, pod opieką Matki mojej Niepokalanie Poczętej w celu tępienia rozpusty, a krzewienia cnoty czystości i bronienia jej. Kto Boga i ojczyznę kocha, zaklina go na moje okrutne biczowanie i cierniem koronowanie, niech się stanie członkiem tego stowarzyszenia — niech sam strzeże cnoty czystości, a tępi rozpustę i drugich do tego zachęca”.

A o. Urban w numerze grudniowym poświęconym Niepokalanemu Poczęciu, wyraża przekonanie, iż na szerzące się dziś w świecie panowanie szatana jedynym ratunkiem jest gorąca cześć i naśladowanie Niepokalanej.

 

Drugi wróg to zła prasa. „Za obszerny jest len temat, bym go mógł w tym referacie wszechstronnie wyczerpać. Pominę wiec najważniejszy, chociaż niestety w naszych czasach niedoceniony dział akcji katolickiej, tj. modlitwę i wielkie znaczenie zakonów kontemplacyjnych. Opuszczę też działalność cierpienia i pokuty. Nawet o dobrym przykładzie, chociaż „exempla właśnie trahunt”, mówić tu nie zamierzam. Ograniczę się do akcji słowa i to słowa drukowanego - prasy.

Boć doprawdy słusznie powiedział Napoleon, jeszcze przed laty stu. kiedy niewielu jeszcze umiało czytać: „prasa jest piątą potęgą świata”. Zrozumieli to też zaraz Żydzi i niech mi będzie wolno jaśniej powiedzieć masoni, którzy z żelazną konsekwencją dążą do zrealizowania dewizy uchwalonej jeszcze a 1717 roku: „zniszczyć wszelką religię. a zwłaszcza chrześcijańską”. Żyd francuski Cremieux. założyciel wszechświatowego związku żydowskiego, na zjeździć masonów nie wahał się jeszcze przed 60 laty mówić: „Miejcie sobie wszystko za nic, za nic pieniądze, za nic poważanie, prasa jest wszystkim. Mając prasę, będziemy mieli wszystko”. A na międzynarodowym zjeździe rabinów w Krakowie w roku 1848 rabin angielski Mojżesz Montefiore głosił: „Jak długo gazety świata nie będą w naszych rękach, wszystko na nic się nie przyda. Bądźmy pomni przykazania XI: « Nie będziesz cierpiał nad sobą żadnej obcej prasy, abyś długo panował nad gojami. Zapanujmy nad prasą, a wnet będziemy rządzić i kierować losami całej Europy »”.

W myśl tych haseł zebrali się oni intensywnie do pracy i, niestety, dokonali już bardzo wiele. Znaczna część, jeżeli nie większość najpoczytniejszych dzienników, znajduje się w ich rękach. Dość powiedzieć, że w takiej „katolickiej” Austrii już w początku bieżącego stulecia w samym języku niemieckim 360 czasopism walczyło przeciw Kościołowi, a 83 z nich wychodziło nawet co dziennie. Nakład zlej prasy wynosił 2.000.000 egz.. z czego 1.200.000 przypadało na dzienniki. O Niemczech pisał krytyk literacki Bartels, że 2/3 -jeżeli nie 3/4 - pism i czasopism należy do Żydów; na Węgrzech - na 1000 czasopism - 800 znajduje się w rękach Żydów. Następnie opanowali oni prawie wszystkie agencje telegraficzne i przez nie kierują i innymi pismami. Sama agencja Reutera w Londynie zaopatruje 5.000 dzienników; agencja Stefani w Rzymie — wszystkie dzienniki włoskie: agencja Havasa w Paryżu — francuskie, hiszpańskie i belgijskie; agencja Wolffa w Berlinie wszystkie niemieckie, a agencja Wolffa w Berlinie wszystkie niemieckie, a agencja „Stowarzyszenie Prasy” w Nowym Yorku - dzienniki amerykańskie.

Zgubny proces skutecznej działalności zlej prasy podaje nam o. Abel - jezuita, zwany apostołem Wiednia, w klasycznym tego przykładzie. Zawezwano go raz do chorego. Umierający, ujrzawszy księdza, pokazał mu cały stos gazet złożonych w rogu pokoju i tak opowiada swą historię: „Patrz, ojcze, oto jest największy wróg mojego życia. Byłem synem pobożnych rodziców, którzy mnie dobrze wychowali, tak że jeszcze wczasach uniwersyteckich byłem dobrym katolikiem. Z chwilą, gdy zostałem lekarzem, uważałem za stosowne zaabonować tak zwane pismo dla inteligencji, a mianowicie jedno z żydowskich czasopism. W pierwszych czternastu tygodniach gniewały mnie ciągle napaści tego dziennika na moją wiarę, potem jednak stałem się obojętnym, a w przeciągu jednego roku zaprzestałem wszystkich praktyk religijnych i zostałem niewierzącym, aż do tej właśnie chwili, w której laska Boża na powrót mi moją wiarę przywraca”. - Nie inaczej działa prasa i wśród ludu.

Słusznie też skarży się ludowy pisarz Wetzel: „Spojrzyjcie na dzisiejszy' świat, jak się w ostatnich dziesiątkach lat odmienił! Kto sieje niewiarę między ludem? Kto odbiera mu nadzieję nieba i sprawia, że ten lud w rozkoszach ziemskich i używaniu szuka swego szczęścia? Kto przytłumił sumienie w sercach? Kto złamał prawo państwowe, zakłócił porządek publiczny, tak że coraz częściej powtarzają się zbrodnie wszelkiego rodzaju?! To wszystko dziełem wrogiej Kościołowi codziennej prasy. W kilku większych miastach Europy cały szereg przepłaconych pismaków wylewa codziennie całą swą żółć na wszystko, co katolickie. Setki gazet i dzienników powtarza to samo i w ten sposób jad ten wciska się z dnia na dzień w setki tysięcy rodzin, zatruwając miliony dusz. Tak pracuje olbrzymia maszyna codziennej prasy, stojąca na usługach niewiary i złych obyczajów”. Lassalle. choć sam socjalista, patrząc na ogrom złego, które zdziałała prasa, nie może się powstrzymywać od jej potępienia: „W jej kłamliwości, podłości i niemoralności - pisze on - przewyższa ją chyba tylko jej własna głupota. Jeżeli nie nastąpi zmiana w naszej prasie, a ta prasa jeszcze dalej przez jakie 50 lat w ten sposób szaleć będzie, to duch ludu zostanie w zupełności zatruty. - To jest największa zbrodnia, jaką ja znam”.

Czas i czas najwyższy, by nastąpiła ta zmiana. Pierwszym jednak krokiem do tej zmiany - to bezwzględne bojkotowanie zlej prasy; następnie - popieranie dobrej. Bolesne są słowa Wetzla w tym względzie: „bezbożna prasa nigdy by była nie doszła do takiego rozwoju, gdyby miliony katolików nie popierało wrogich Kościołowi i tzw. bezbarwnych pism i dzienników, czy to abonowaniem czy też współpracą” a o. Kolbe na V zjeździe katolików w Austrii używa nawet ostrych słów: „Cóż powiedzieć o narodzie, który płaci za własne poniżenie? Nie znajduję na to nazwy! A ta hańba ciąży na katolikach, obrażanych ciągle przez tysiące dzienników. Te pisma, które katolików bezwstydnie wyszydzają, drukuje się dla nas, katolików! Nie posyła się ich jednakże anonimowo w rodzaju paszkwilów, ale my sami je zamawiamy i za nie płacimy. Czyż można być więcej ślepym wobec tak groźnego niebezpieczeństwa! A ta ślepota nasza staje się wprost zbrodnią, skoro się nie tylko przeciw temu niebezpieczeństwu nie bronimy, ale trzymając i czytając złe pisma, za obrazę i wyszydzanie wiary płacimy! Zaprawdę na nas katolikach spełniają się słowa Proroka: „Szukaliśmy ściany jako ślepi i jako bez oczu uderzaliśmy się. W południe potykaliśmy się jakoby we mgle i jakoby umarli w zmroku” (Iz 59,10).

O tych mówi biskup Zwerger (1884): „Kto daje pieniądze na złą prasę, ten prowadzi wojnę przeciwko Kościołowi i nie może zwać się prawdziwym katolikiem”, a biskup moguncki Ketteler posuwa się dalej i twierdzi, że kto względem prasy jest obojętny, ten nie ma prawa zwać się wiernym synem Kościoła. Kardynał Nagi. 1911 rok, pisze: „Obowiązkiem każdego katolika jest występować w obronie katolickiej prasy i popierać ją modlitwą, słowem i czynem”. Arcybiskup Saragossy na kongresie dziennikarzy katolickich w roku 1910 nie wahał się mówić: „Dużo jest bogatych katolików, co swych bogactw używają na to, by fundować nowe kościoły i klasztory, albo je przyozdabiać w obrazy świętych. Bezsprzecznie bardzo to piękna rzecz! Ale. niestety, jeden nieszczęśliwy wypadek może to wszystko zniszczyć, podczas gdy owoce dobrego dziennika są wprost niezniszczalne. Czyby zatem nie było lepszą rzeczą zakładać wielkie dzienniki dla dobra ludu? Dziennik jest w dzisiejszych czasach szybko strzelającym działem. Bóg tak chce!”

Nie inaczej zapatrują się na tę sprawę papieże.

Jeszcze Pius IX mówił: „Jest świętymi obowiązkiem każdego katolika popierać prasę i rozszerzać ją między ludem. Dobra prasa to najpożyteczniejsze dzieło, które kładzie ogromne zasługi”, a Leon XIII: „Zła prasa zgubiła chrześcijańską społeczność, trzeba jej zatem przeciwstawiać dobrą prasę. Katolicy nie powinni ustawać w pracy dla swojej dobrej prasy, pamiętając o tym. że dobra prasa to nieustająca misja”, a przemawiając (21 lutego] 1879 r.) do katolickich redaktorów mówił: „Jesteśmy przekonani, że nasze czasy wymagają tych właśnie środków (katolickich pism) i energicznych obrońców... Mężowie przewrotu silili się na to. by rozrzucić między ludem cały szereg dzienników, których głównym celem zaczepiać zasady prawd wiary, potwarzać Kościół i wpajać w dusze zgubne przekonania... Ponieważ zaś sposób wydawania dzienników jest uznany za główmy środek tej akcji w dzisiejszych czasach, dlatego też głównym obowiązkiem katolickich pisarzy jest ten środek, używany przez wrogów na zgubę społeczeństwa i Kościoła, zamienić na środek zbawczy dla ludu i wyzyskać na cele obrony Kościoła”.

Ojciec św. Pius X 1905 r. pisze do biskupów meksykańskich: „Co się tyczy dzienników i gazet, to chciałbym raz wszystkich trzeźwo myślących przekonać, że należy wszystkimi silami starać się, by katolicy tylko prawdziwie katolickie pisma i dzienniki trzymali. W dzisiejszych czasach jest to, moim zdaniem, najważniejsza sprawa”.

W roku zaś 1908 mówiąc na audiencji do duchownych wyraził się nawet silniej: „Ani lud. ani duchowieństwo nie rozumie znaczenia prasy. Powiadają, że przedtem prasy nie było, nie rozumiejąc. że czasy się zmieniły. Dobrze jest budować kościoły, mówić kazania, zakładać misje i szkoły, ale ten wszelki trud próżny będzie. jeżeli zaniedbamy najważniejszą broń dzisiejszych czasów, tj. prasę". A kardynał Pizy dodaje: „Wy głosicie kazania w niedziele, a dzienniki je głoszą co dzień, co godzinę. Wy mówicie do wiernych w kościele, a dziennik idzie za nimi do mieszkania. Wy mówicie pól godziny, albo godzinę, a dziennik nie przestaje nigdy mówić”.

U nas sprawa prasy katolickiej pozostawia bardzo wiele do życzenia. Istnieją wprawdzie i silniejsze ogniska jak Drukarnia i Księgarnia Św. Wojciecha w Poznaniu, Wydawnictwo 00. Jezuitów w Krakowie, Wydawnictwo Karola Miarki w Mikołowie itd., ale przeważnie spotyka się rozstrzelone wysiłki, nieraz i bardzo wielkie, pojedynczych ludzi. Brak nam jeszcze ogólnego porozumienia się w tej pracy i wzajemnej pomocy. Ze strony zaś społeczeństwa wielkie jeszcze panuje niezrozumienie doniosłości tej pracy, a ofiarność okazuje się niedostateczna, by prasę katolicką w Polsce postawić na silne nogi. Wrogowie Kościoła mają miliony i miliardy (z dolarów np.). a pracownik na niwie katolickiej prasy nie może wytężyć sił by prace swe doskonalić i potęgować, bo musi po prostu walczyć o byt materialny dla swojej prasowej działalności. Mało też mamy świeckich ludzi dostatecznie wyrobionych. by mogli pracować piórem na katolickiej niwie; stąd też dorobek prasy katolickiej u nas jest bardzo, a bardzo jeszcze skromny. - Przygotować i świeckich pracowników i zapewnić wydawnictwom byt materialny - to najbardziej może piekąca sprawa w akcji prasowej.

Dalej i kolportaż za słaby. Mało jest bowiem takich, którzy by uważali za swój obowiązek rozszerzanie dobrej prasy.

Wreszcie wielki brak publicznych szczerze katolickich bibliotek, czytelni, wypożyczalni, księgarni. Aż serce boli. gdy się widzi na oknach wystawowych miejskich wypożyczalni książki wprost gorszące, a wewnątrz długi ogonek młodzieży. A książki pożycza - Żydówka. To druga bolączka w działalności prasowej i tym dotkliwsza, że bezpośrednio tyczy zatruwania serc młodzieży.

Daj Boże. by w najbliższej przyszłości nie było miasta, nie było wsi, gdzie by się nie znajdowały w odpowiedniej liczbie, za bezcen albo i bezpłatne, wypożyczalnie i czytelnie dobrych książek i czasopism. Niechby wszędzie powstały koła mające za cel kolportować i szerzyć dobrą prasę, a nawet by odmieniło się oblicze ziemi [por. Ps 103. 30], Ci zaś. którym Pan Bóg użyczył trochę giętkości pióra i zdolności w jakiejkolwiek dziedzinie literatury, niechby leż zjednoczeni w osobne koła używali tych darów Bożych na produkowanie jak najwięcej dobrej prasy w każdej dziedzinie piśmiennictwa. - Nie należałoby oczywiście zacieśniać się do wiernych, ale pisać i dla katolików i im podawać dobrą strawę duchową. - To są też obecne cele „Milicji Niepokalanej” i niejedno w ten sposób nastąpiło już nawrócenie.”

 

Trzeci przeciwnik to socjalizm. „Nieraz można usłyszeć pytanie: „dlaczego Kościół potępia socjalizm”? I mnie niedawno to pytanie postawiono. Obiecałem dać odpowiedź w „Rycerzu”, niech więc teraz obietnicę spełnię.

Szczupłe ramy artykuliku nie pozwalają mi na obszerne omówienie zaczątków, istoty, rozwoju i różnych objawów socjalizmu; ograniczę się więc tylko do ogólnego ujęcia zasadniczych jego podstaw w ich stosunku do Kościoła. Każdy system czy to polityczny’, czy ekonomiczny, czy w ogóle społeczny musi się oprzeć na istotnym realnym stanie rzeczy, a nie hołdować twierdzeniom nieuzasadnionym i mrzonkom wybujałej wyobraźni. - A jednak socjalizm właśnie na to choruje.

Twierdzenia bezpodstawne — to powtarzane w nieskończoność, a nigdy nic udowodnione zdania, że nie ma Boga, duszy nieśmiertelnej, życia pozagrobowego, nieba, pieklą itd. Ten. zdaniem Mussolinego, już przeżytek dla naszych czasów. jeszcze wciąż pokutuje w umysłach szerokich mas; i na tych to podstawach wznosi się socjalizm. Posłuchajmy mistrzów. Bebel: „Nie bogowie stworzyli ludzi. lecz ludzie stworzyli bogów i Boga”. Liebknecht: „Co do mnie. z religią dawno się załatwiłem. Pochodzę z czasów. gdy studenci niemieccy wcześnie wtajemniczeni byli w zasady ateizmu”. Hoffmann uważa tajemnicę Trójcy Przenajświętrzej. Bóstwo Pana Jezusa, nieśmiertelność duszy i zbawienie wieczne za najbardziej utopijną utopię. Dietzgen: „Jeżeli religia polega na wierze w pozaświatowe nadziemskie istoty, o siły wyższe, duchy i bóstwa, to demokracja bezreligijna być musi”. Przyjaciel zaś Marksa Leon Frankel pisze w swoim testamencie: „Nie wierzę ani w niebo, ani w piekło, ani w nagrody, ani w kary”. A na posiedzeniu parlamentu 31 grudnia 1881 Babel wyraźnie powiedział: „W dziedzinie politycznej dążymy do republiki, w dziedzinie ekonomicznej do socjalizmu, a w tym, co się nazywa dziedziną religijną, do ateizmu”. Wzrok więc socjalisty, świadomego swojego celu. nie sięgnie poza trumnę, nie wydostanie się ponad świat czysto materialny. Zasklepiony w materii, cale swoje szczęście upatruje w zwierzęcym używaniu świata, a idealniejszy może o nauce i sztuce pomyśli.

Czy nie za mało to dla człowieka, którego myśl przenika atmosferę, gwiazdy i mknie w przestworza, którego rozum wciąż żądny poznania przyczyn, dociera aż do pierwszej przyczyny i ostatniego celu wszechrzeczy, którego serca żądne posiadania chwały, szczęścia, im więcej zdobyło, tym więcej pragnie i czuje, że nic określonego, chociażby najszerszą, ale zawsze granicą, go nie napełni. Ono pragnie dobra, ale dobra - Nieskończonego! - Spytajmy sami siebie, czy chcielibyśmy nałożyć naszemu szczęściu pęta granic? I ci ludzie o tak ciasnym umyśle, zasklepieni w grubym materializmie, śmią ludzkości zapowiadać - szczęście? A może zdołają oni uszczęśliwić ludzkość środkami materialnymi? Może obsypią każdego zlotem, otoczą sławą i dadzą możność używania wszelkich rozkoszy?

Złudzenie chorobliwej wyobraźni. Już zaznaczyłem, że wszystko, co świat dać może, nie wystarczy jeszcze dla człowieka. Wszystkie te dobra mają swoje granice, rozczarowywują i budzą pragnienie większego, trwalszego szczęścia, a gdy tego zabraknie, przesyt, znudzenie i jakaś ciemnia ogarnia duszę. Czuje ona. że zmyliła drogę do szczęścia - o ile zastanowić się jest jeszcze zdolna.

Ale czyż chociażby tego dobra ziemskiego potrafi socjalizm dostarczyć aż do syta? - i to nie.

Wolność, równość, braterstwo — piękne to zasady, ale socjalizm. po zgwałceniu natury ludzkiej, pragnącej szerszych horyzontów i dążącej do nieskończoności, niezdolny jest ich dostarczyć; za szlachetne one i za wysokie.

Wolność. Socjalizm znosi własność prywatną lub przynajmniej własność środków produkcyjnych. Więc rząd wyznacza pracę, rząd ją ocenia, rząd daje płącę. I to ma być wolność. Przypomina mi się tu rozmowa z wieśniakiem w Zakopanem. Wróciwszy z niewoli rosyjskiej, zachwycał się bolszewickimi zasadami, by iść i brać od bogatych. Gdym go jednak zapytał, co się stanie wówczas z jego skrawkiem pola, rozumował, że on je będzie uprawiał. - A gdybyście nie chcieli pracować? -spytałem. - Wtedy inni mają obowiązek przymusić (tu urwał)..., ale wolę ja mój mały skrawek i żebym mógł robić kiedy, co i jak mi się podoba, aniżeli żeby mi kto miał stać nad głową.

Oto odruch naturalny wrodzonej wolności, którą socjaliści w imię wolności?! chcą zgnieść.

A równość? Wszyscy jesteśmy równi wobec Boga. bo wszyscy jesteśmy dziełem rąk Jego. wszyscy Krwią Boga-Człowieka odkupieni. wszyscy mamy tego Boga za cel ostateczny, wszyscy żyjemy tylko dlatego, by dać Mu dowód naszej wierności i tak zasłużyć na posiadanie Go na wieki po śmierci. W tym wszystkim istnieje równość. Ale czy możliwa jest na ziemi równość pod każdym względem? Tylko wtedy by to być mogło, gdybyśmy mogli wszyscy razem istnieć w tym samym czasie, w tym samym (ściśle) miejscu i w takich samych warunkach, tak z natury jak i z otoczenia. Ale to jest fizycznie niemożliwe. Różnimy się wiekiem, miejscem urodzenia. zdolnościami, skłonnościami, zdrowiem, pracowitością, przezornością, różnymi wypadkami wżyciu i czynnościami. Wszystko to pochodzi z natury rzeczy; więc zmienić tego nie można. Muszą być też rodzice i dzieci, i przełożeni, i podwładni.

Braterstwo, wzniosie braterstwo, tak polecone przez Chrystusa Pana. Czyż może ono kwitnie w socjalizmie? Mam tu pod ręką sprawozdanie korespondenta „Kuriera Warszawskiego” z Sopotu, który tak między inny mi pisze: „Tutejsze kabarety rosyjskie obliczone są na publiczność, która nie liczy

się z groszem. Są dla nich homary świeże, ananasy i brzoskwinie mrożone w szampanie, winogrona. cukry, lody w płonącym ponczu. A publiczność. W tych kabaretach rosyjskich musi być publiczność, która zna ten język. Przeważnie więc Żydzi. Przy lepszych stolach i przy butelkach w barze -bolszewicy. W gdańskich nowiutkich garniturach, z gwiazdą bolszewicką na klapie, na gruby m palcu sygnet z wyrżniętym na kamieniu świecznikiem Salomona... Dostojnicy sowieccy w Sopocie nie liczą się z groszem. Uciekli na wypoczynek z miast zasianych trupami ludzi, zmarłych z głodu i po zrabowaniu cerkiewnych skarbów — rzucają pieniądze na grę, szampana i wszelkie uciechy”.

A obok także urywek z listu z Odessy wydrukowanego w ..Dzienniku Wołyńskim”: „Cóż z tego, że zarabiam dziennie 300.000 rubli, jeżeli pud mąki kosztuje 12.000.000, pszennej 20.000.000. funt chleba 300.000. białego 500.000. funt masła, słoniny również 1.500.000, jaja po 100.000 sztuka itd. Epidemia przybiera straszne rozmiary. Przedtem leżały nieraz wciągu kilku dni na trotuarach trupy ludzi zmarłych z głodu... Obecnie leżą prócz nich trupy zmarłych na cholerę, tyfus plamisty, dżumę itd. A ludzi grzebie się w ziemi jak psy. gołych, gdyż najtańsza trumna nie heblowana kosztuje 10 milionów rubli. Dzieci Twe rwą się do Ciebie, chcą przedostać się. przelecieć do Ojczyzny. Ale twarda ręka sowiecka trzy ma trwale w rękach swych wielkie i ostre nożyce, którymi podcina skrzydła tym, co rwą się do lotu. Wszyscy przebyliśmy tyfus plamisty, a jak wiesz, po przebyciu tej ciężkiej choroby trzeba się należycie odżywiać, lecz skąd czerpać na to środki? W razie przeciwnym czeka nas tyfus powrotny. a wiemy, co z sobą on niesie: śmierć. Lecz wolę śmierć spowodowaną chorobą zakaźną, gdy człowiek umiera w gorączce, niż powolne dogorywanie z głodu...”

Czyż to ma być głoszone przez bolszewików braterstwo, równość? Czy ż to ma być ów wymarzony raj Marksa? Nic tędy droga.

Przyznać trzeba, że klasa robotnicza była w większej części upośledzona, że socjalizm się za nią ujął. ale ubolewać należy, że uderzył on na Kościół, usiłuje wydrzeć robotnikowi, a nawet dziecku najdroższy skarb wiary i najwznioślejsze a wrodzone ideały. Wszedłszy tak na błędną drogę, stwarza tylko niewolę i tyranię rządu nad obywatelami i zapoznaje dążenia wyniosłej i wolnej natury' ludzkiej.

Zboczenia te jednak nie są czymś wypadkowym: to planowa robota „Braci” spod miota i kielni. którzy' wyzyskują każdą sposobność do tego. by wypełnić dewizę uchwaloną w roku 1717: „Zniszczyć wszelką religię. a zwłaszcza chrześcijańską”.

Stosunki społeczne się rozwijają i udoskonalają. Wiele rzeczy' wymaga naprawy, ale tej naprawy nie osiągnie się nigdy w sposób niezgodny z prawdą i z naturą ludzką.

Czyż wobec tych danych trzeba jeszcze odpowiedzi na pytanie: dlaczego Kościół zabrania swym dzieciom być socjalistami?

 

Maksymilian Kolbe odnosi się do problemu żydowskiego w artykule „ Biedni Żydzi”. „Bóg zawsze jest - w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

W czasie powołał do bytu z niczego istoty duchowe, obdarzone rozumem i wolną wolą. Jako takie, dobrowolnie miały sobie wyznaczyć przyszłość - odbyć próbę wierności. Część, choć stworzenia. nicość sama z siebie, sobie przy pisuje to, czym jest i chce się stać równą Bogu własnymi silami. Grzeszy pychą. W tejże chwili spotyka ją zasłużona kara - odrzucenie. Wiernych zaś. pokornie wy znających prawdę, że od Boga mają to, czym są i co mogą i przez Niego tylko, jako źródło bytu, mogą coraz bardziej Go poznawać, kochać posiadać i tak coraz bardziej (o ile się tak wyrazić można) się ubóstwiać. Bóg uszczęśliwił w sobie, w niebie.

I stworzy ł Bóg też istotę cielesną, i jej dał duszę obdarzoną rozumem i wolną wolą. i tej dal czas próby. Duch pyszny, z dopuszczenia Bożego, zazdroszcząc szczęścia tej istocie, podsuwa jej. by ..stała się jako Bóg" własnymi silami. Człowiek daje się zwieść, żądza pychy rodzi nieposłuszeństwo. Rozum jednak ludzki, to już nie jasność poznawcza ducha, więc i wina mniejsza. Pan Bóg zatem nie wymierza kary wiecznej, ale skazuje na cierpienia i śmierć.

Któż jednak zdoła zadośćuczynić Bożej sprawiedliwości? Wielkość obrazy mierzy się godnością obrażonego, który m jest nieskończony Bóg. Żadna więc istota skończona, ani wszystkie razem nic są w stanie dać zadośćuczynienia nieskończonego. Bóg. i tylko nieskończony Bóg. może nieskończenie zadośćuczynić.

I dzieje się rzecz niepojęta. Bóg zniża się do stworzenia, staje się człowiekiem, by go odkupić i nauczyć pokory, cichości, posłuszeństwa, prawdy. By go zaś ludzie rozpoznać mogli, wybiera człowieka. Abrahama, którego ród szczególną opieką otacza, by nie zatracił wiary w prawdziwego Boga. wzbudza w nim proroków, którzy podali czas Jego przyjścia, miejsce i szczegóły z życia, śmierci i zmartwychwstania. Przyszedł w ubogiej stajence, zamieszkał w ubogim domku. przez lat 30 był posłusznym w pokorze, uczył, jak żyć, miłościwie przygarniał pokutujących grzeszników, gromił obłudnych faryzeuszów. a wreszcie zawisł na drzewie Krzyża spełniając proroctwa.

Człowiek odkupiony.

Chrystus Pan zmartwychwstaje, zakłada swój Kościół na opoce — Piotrze i obiecuje, że bramy piekielne nie przemogą go.

Część narodu żydowskiego uznała w Nim Mesjasza, inni. a zwłaszcza pyszni faryzeusze, nie chcieli Go uznać, prześladowali Jego wy znawców i potworzyli mnóstwo przepisów nakazujących Żydom prześladowanie chrześcijan. Przepisy te połączone z opowiadaniami poprzednich rabinów zebrał w r. 80 po Chrystusie rabbi Johanan ben Sakai, a ostatecznie wy kończył około 200 r. rabbi Jehuda Hannasi i tak powstała Miszna. Późniejsi rabini znowu wiele dodali do Miszny, tak że około r. 500 rabbi Achai ben Huna mógł już z tych dodatków sklecić osobną księgę tzw. Geniom. Miszna i Geniom tworzą razem Talmud. W Talmudzie nazywają owi rabini chrześcijan bałwochwalcami, gorszymi od Turków. mężobójcami, rozpustnikami nieczystymi, gnojem, zwierzętami w ludzkiej postaci, gorszymi od zwierząt, synami diabla itd. Księży nazywają „kamarim”. tj wróżbiarzami, i „galachim”, tj. z ogoloną głową, a szczególnie zaś nie cierpią dusz Bogu poświęconych w klasztorze.

Kościół zowią zamiast „Bejs tefila”, tj. dom modlitwy, „bejs tifla”. tj. dom głupstwa, paskudztwa.

Obrazki, medaliki, różańce itd. zowią „elyłym”, co znaczy' „bałwany”.

Niedziele i święta przezywają w Talmudzie ,.jom ejd” tj. dniami zatracenia.

Uczą też że Żydowi wolno oszukać, okraść chrześcijanina, bo „wszystkie majętności gojów są jako pustynia, kto je pierwszy zajmie, ten jest ich panem”.

Tak więc księgę zawierającą 12 grubych tomów i dyszącą nienawiścią ku Chrystusowi Panu i chrześcijanom wtłacza się w głowy, że to księga święta, ważniejsza od Pisma św., tak że nawet sam Pan Bóg uczy się Talmudu i radzi się uczonych w Talmudzie rabinów.

Nic więc dziwnego, że ani przeciętny Żyd. ani rabin nie ma zazwyczaj pojęcia o religii Chrystusowej, karmiony jedynie nienawiścią ku swemu Odkupicielowi, zakopany w sprawach doczesnych, goniący za zlotem i władzą, nie przypuszcza nawet, ile pokoju i szczęścia daje jeszcze na tej ziemi wierna, gorliwa i wspaniałomyślna miłość Ukrzyżowanego, jak ona przewyższa wszystkie „szczęścia” zmysłowe czy umysłowe, które daje nędzny świat.

Niedawno temu spotkałem się w pociągu z młodym, może 18- letnim Żydem. Potoczyła się rozmowa o szczęściu. Wyznał szczerze. że pieniądze i bogactwa szczęścia nie dają. ani też nie można go znaleźć w przyjemnościach zmysłowych. Gdy tak żądny poznania prawdziwego źródła szczęścia coraz dalej rozmawiał, nagle dal się słyszeć z drugiego przedziału glos starszego Żyda z upomnieniem, by się tak daleko nie zapuszczał. Rozżalony takim przeszkadzaniem w dojściu do prawdy, zwrócił się do owego Żyda z żądaniem: „To wy mnie powiedzcie, jak się rzecz ma”. A gdy ten nie miał na to odpowiedzi, nie mógł się powstrzymać od kilku ostrzejszych słów wymówki. — Są więc i między Żydami tacy, którzy szukają prawdy, tak między pospolitym tłumem, jak i między rabinami. Często się też zdarza, że szczere poszukiwania, poparta gorącymi modlitwami, przy życiu czystym doprowadzają do poznania prawdy — do nawrócenia.

Głośne było na cały świat nawrócenie zapalczywego Żyda Ratisbonne'a po otrzymaniu Cudownego Medalika, a zakon który on potem założył, wielu z jego współziomków obmył wodą Chrztu świętego.

Nie zapomnę też nigdy prośby nawróconego Żyda, głośnego muzyka we Włoszech północnych, a potem zakonnika, franciszkanina. o. Emilio Norsy.

W Rzymie go poznałem. Bardzo kochał Niepokalaną. W ostatniej chorobie trzymał zawsze obrazek Niepokalanej na stoliku i często go całował. Gdy mu mówiono, że teraz w chwilach samotnych będzie mu przychodziło natchnienie muzyczne do pisania utworów, wskazał na obraz Matki Bożej wiszący przed nim na ścianie, mówiąc: „Stąd mi przyjdzie natchnienie”. Otóż ten gorący czciciel Niepokalanej, Żyd, kapłan zakonu 00. Franciszkanów prosił mnie, bym się łączył z jego intencjami przy odprawianiu Mszy św. (czując chwilowe polepszenie myślał, że zdoła jeszcze 3 dni Mszę św. odprawiać). Intencje były następujące: 1/ Za Ojca św.. 2/ o pokój światowy i 3/ o nawrócenie Żydów..

Czyniąc zadość życzeniu śp. o. Norsy proszę też i Was, Sz[anowni] Czytelnicy, o modlitwę do Niepokalanej „o nawrócenie Żydów” tego „najnieszczęśliwszego z narodów”, jak zwy kł był mawiać o. Norsa. bo zakopanego w rzeczach ziemskich i przemijających. A więc:

  1. Niechaj każdy z członków i każda z członkiń Milicji uważnie, a gorąco co dzień odmawia nasz akt strzelisty: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami. którzy się do Ciebie uciekamy... i za wszystkimi, którzy' się do Ciebie nie uciekają..., a zwłaszcza za masonami”..., bo masoni to nic innego jak tylko zorganizowana klika fanatycznych Żydów, dążących nieopatrznie do zniszczenia Kościoła Katolickiego, któremu nam Bóg — Człowiek zapewnił, że bramy piekielne nie zwyciężą go. Biedni, szaleni uderzają głową o skalę.

  2. Gdy kto z nas napotyka Żyda. niechaj westchnie o jego nawrócenie do Niepokalanej, chociażby tylko myślą. np. „Jezus. Maryja”, a gdy się zdarzy' napotkać rabina, który ma większą odpowiedzialność, bo za siebie i za tych. których prowadzi, rachunek przed Bogiem zdać musi. wypada więcej modlitwy ofiarować, chociażby „Zdrowaś Maryjo”.

  3. Pamiętajmy, że za każdego, bez względu na różnice narodowości. umarł Pan Jezus [i że] każdy, a więc i każdy Żyd. jest niewdzięcznym, ale jednak dzieckiem naszej Matki wspólnej w niebie. Modlitwą (a zwłaszcza odmawianiem różańca św.), umartwieniem (wzroku, słuchu, smaku, woli), dobrym przykładem, a jeżeli roztropność na to pozwala, to i zbawiennymi rozmowami, a przede wszystkim roztropnym szerzeniem Medalika Cudownego, nawet wśród zbłąkanych synów Izraela, starajmy się doprowadzić ich do poznania prawdy i osiągnięcia prawdziwego pokoju i szczęścia przez oddanie się bezgranicznie naszej wspólnej Pani i Królowej, a przez nią Przenajświętszemu, miłością dla każdej duszy' pałającemu, Sercu Boga Zbawcy.

  4. Niechaj każdy (każda) dla okazania miłości ku Niepokalanej postara się. o ile tylko bystrość umysłu, spryt, siła woli i gorliwość pozwoli, aby „Rycerz Niepokalanej” już obecny numer styczniowy, dotarł wszędzie, chociażby nawet do niekatolików, Żydów. o ile jest nadzieja, że z niego korzystać będą.

Niech każdy (każda) nie opuści ani jednego ze swoich krewnych, przyjaciół znajomych i teraźniejszych, i dawniejszych, i w kraju, i za granicą. Niech wszystkich zachęci albo listownie westchnąwszy przedtem o błogosławieństwo do Niepokalanej, bo od Niej zależy cały owoc usiłowań, by Jej „Rycerza” sobie zaprenumerowali. albo przynajmniej prześle ich adresy, byśmy im numerem okazowym służyć mogli.

Nasz cel jest jasny:

Niepokalana, Królowa nieba, musi być i to jak najprędzej uznaną za Królową wszystkich ludzi i każdej duszy z osobna w Polsce i poza jej granicami na obydwu półkulach. Od tego. śmiemy twierdzić, zależy pokój i szczęście poszczególnych osób, rodzin, narodów', ludzkości.

Od dziś więc. bez wytchnienia, wszyscy, całą swą ufność położywszy nie w zlocie, ani w pysznej zarozumiałości, jak biedni masoni. ale. i to jedynie, w Niepokalanej, wszechmocnej potęgą Boskiego Syna. ofiarujmy czynem (modlitwą, umartwianiem i pracą) samych siebie „bez żadnego zastrzeżenia” Niepokalanej, by stać się narzędziem w Jej ręku do szerzenia w duszach wszystkich Jej królowania. Dołóżmy wszelkich sil. by Ona przez swego „Rycerza” i swój medalik zdobyła świat.

Jak słodko będzie nam w ostatniej godzinie..., gdy wspomnimy na pracę... cierpienie... upokorzenia... poniesione dla Niej i że ich było wiele —jak najwięcej...

 

Ojciec Kolbe reaguje na postawę władz polskich i odznaczanie ludzi niegodnych „Dzień 3 maja był dniem dla całej Polski więcej niż po inne zeszłe lata uroczystym; w tym dniu bowiem obchodziliśmy wszyscy nie tylko rocznicę zbawiennej Konstytucji 3 Maja. ale co bez porównania ważniejsze, po raz pierwszy złożyliśmy u stóp Królowej nieba i ziemi publicznie i uroczyście naszą niską polską koronę, by nam na zawsze królować raczyła.

Szumiały chorągwie, grały orkiestry, zbierały się tłumy; pochody. mowy i uroczyste nabożeństwa. A po nich — odznaczenia zasłużonych.

Kto został odznaczony? Cały szereg obywateli i obywatelek. ..Monitor Polski" ich wylicza i wskazuje, kto jaką otrzymał odznakę; Wielka Wstęga. Krzyż Komandorski z gwiazdą, bez gwiazdy, Krzyż Oficerski... Uderza tu znany już Szanownym Czytelnikom z numeru majowego (str. 124 ) — Andrzej Strug. A może to tylko imię i nazwisko podobne? Przecież ten wspomniany w majowej kronice to wedle doniesienia „Annuaire de la Massonerie Uniyerselle” Wielki Mistrz loży masońskiej?

Za co otrzymał „Krzyż Oficerski”? „Literat” czytamy dalej i... „Wielki Mistrz Wielkiej loży' masońskiej” w Polsce!!!... Więc to ten??!!!

W dniu poświęcenia się kraju Matce Bożej, jako Królowej Polski. otrzymuje odznaczenie... od rządu polskiego... Wielki mistrz, wódz wrogów najzaciętszych Kościoła, religii i ... Niepokalanej. Królowej Polski... Wstyd!”

Szkoda, że we współczesnym Kościele nie ma następców o takiej postawie.

 

Ojciec Maksymilian łączy przewrót majowy z działalnością masonerii i daje receptę na złagodzenie złych skutków tej „dobrej zmiany”. „Na bruku warszawskim polała się krew krew polskiego żołnierza i przechodnia... w stolicy Polski... wylana ręką bratnią...

*

Dnia 28 maja, gdy tysiące oczu jeszcze wilżyly łzy, p. Andrzej Strug, przewodniczący loży masońskiej lak w przemowie do zebranych masonów głosił: „I oto przyszły dni majowe. Dzięki zwycięstwu Wielkiego Człowieka rozpoczynamy nowe dzieje zwycięstwa uczciwości. Jeden człowiek, nie opowiadając się nikomu, sam rozważył, rozstrzygnął i zwyciężył. Niech demokracja polska podejmie to zwycięstwo i utrwali je, a uczynić to może jedynie przez silną, solidarnie zorganizowaną akcję, zmierzającą ku stworzeniu Polski Nowej.

Komendant zrobił swoje - teraz na nas kolej. W epoce, kiedy Stary świat konał, moralność musi się budować na odczuciu nowej epoki. Będziemy godni tego, czego świadkami uczyniły nas dzieje. Jeżeli cały demokratyczny obóz ulegnie nakazom chwili, będzie niezadługo triumfować w Polsce zwycięstwo moralności - my zaś w spokoju i godności będziemy rządzili Nową Polską”.

Loża powzięła na tym samym posiedzeniu następującej treści rezolucję: „Krew przelana na ulicach Warszawy w dniach 12-14 maja nie może spłynąć bezpłodnie. Cały naród pragnie, by z jej posiewa wyrosło odrodzenie, nowa potęga moralna. Lecz nie żądajmy. by ją zbudował wyłącznie jeden człowiek, nawet ten najlepszy i największy. Aby on mógł dzieła swego dokonać, musi się przeć na nas i to oparcie nie może co chwila spod stóp Mu się usuwać”.

*

Tak postanowili masoni, wrogowie moralności, wrogowie Niepokalanej!

A my?

Czyż możemy my Jej Rycerze i Rycerki, patrzeć na to obojętnie?

Nie! Precz z zacofanym pogaństwem, którym masoneria zaraża szkolę, sztukę, teatr, kino i literaturę! My chcemy Boga! Naszą Królową. Królową Polski i świata, musi być uznana i to jak najprędzej — Niepokalana!

A jak walczyć zwycięsko?

  1. Bez granic Niepokalanej zaufać.

  2. Wszystkie poczynania, trudności, pokusy Jej powierzyć

  3. Za powodzenia Jej dziękować.

  4. Pamiętać zawsze, że sami nic nie potrafimy, ale przy Jej pomocy możemy wszystko.

  5. Starać się nie tylko odmówić codziennie króciutki akt strzelisty Milicji: „O Maryjo itd.. ale i coś znieść, wycierpieć dla Jej miłości”.

  6. Każdy niech uważa swoje otoczenie, krewnych, znajomych, towarzyszy pracy, miejsce pobytu za teren swojej misji, by ich pozyskać Niepokalanej i niech użyje wszelkich ku temu wpływów i zdolności.

  7. Pamiętajmy, że Niepokalana i za najmniejsze okazanie Jej czci hojnie nagradza. Niech więc ci, wśród których Jej królestwo szerzymy, choć cośkolwiek dla Niej zrobią, a Ona już im tego nigdy nic zapomni.

  8. Cudowny Medalik niechaj będzie kulką dla Rycerza i Rycerki Niepokalanej, a różaniec św. mieczem.

 

Ojciec Maksymilian jako Rycerz Niepokalanej znał wroga i miał precyzyjny, konsekwentnie realizowany plan działania. W tym celu utworzył Rycerstwo Niepokalanej. Stworzył największy i najnowocześniejszy w Europie zakład wydawniczy. Organizacja pracy w niepokalanowskim klasztorze liczącym kilkuset zakonników przypominała szwajcarski zegarek. Zauważyć trzeba, że Maksymilian Kolbe uratował w czasie wojny setki Polaków i Żydów broniąc ich przed Niemcami. Ze względu na ograniczone ramy czasowe nie podejmuję tematu działalności duszpasterskiej Świętego.

Należy zastanowić się co zrobił Maksymilian Kolbe dzisiaj? Czy poparłby Platformę Obywatelską z kandydatem na prezydenta Warszawy, który pragnie jako pierwszy udzielić ślubu parze gejowskiej. Zapewne nie. Czy poparłby Prawo i Sprawiedliwość, które niszczy trójpodział władzy, utrzymuje aborcję eugeniczną oraz powołuje matołów na stanowiska –zapewne nie. Czy poparłby LPR. No, cóż. Wiedzę o sytuacji politycznej dzięki takim ludziom jak: profesor Maciej Giertych oraz prezes Witold Bałażak posiadamy, plan działania także. Niestety struktury mizernie. Jak popatrzymy na nakład naszego biuletynu, to w porównaniu z Rycerzem wygląda on jak mrówka przy słoniu. Tak więc by naśladować godnie Świętego Maksymiliana Kolbego musimy jeszcze wykonać dużo pracy, a sukces będzie gwarantowany.

 

Dziękuję bardzo

Andrzej Dorszewski


Biura regionalne LPR:
(ta część strony w przebudowie)

Dane:

Biuro Krajowe:
ul. Nowogrodzka 31 p. 405
00 - 511 Warszawa
35 1160 2202 0000 0002 6319 0565

Linki: